Cz maja 07, 2009 11:13 am przez KAMIL
nie tylko zwierzęta mają dusze ale każdy żywy organizm łącznie z ziemią R.MONROE "DALEKIE PODRÓŻE"
Sięgnąłem i rozciągnąłem się, podążając za nim.
KLIK!
Pływam w zielonej wodzie... nade mną jest jaśniej, pode mną ciemniej... automatycznie otwieram i zamykam usta, wciągam wodę, która przepływa przez moją głowę i wypływa uszami... nie, to nie uszy, tylko skrze-la... Jestem rybą, bardzo dużą rybą!... Czuję swoje płetwy, wachluję nimi łagodnie, by utrzymać równowagę, nie mogę dokładnie zobaczyć tego, co jest przede mną i z tylu... lecz doskonale dostrzegam to, co znajduje się po obu stronach, każdy szczegół, choć niewiele kolorów, zaledwie jeden lub dwa ...chcąc poruszyć się po prostu o tym myślę, i gwałtownie ruszam, mknąc naprzód, skręcam w prawo, potem w lewo, obracam się w koło, wspinam stromo, teraz nurkuję... zaraz, coś było na powierzchni, gdy płynąłem w górę, muszę wrócić i złapać to, jestem głodny, głodny... wyskakuję na powierzchnię, otwieram usta, połykam coś... brak mi powietrza, zanurzam się w wodzie, nurkując z wielką przyjemnością, coś wije się w moich ustach... chyba robak?... głębiej, nie jest tu tak ciemno, jak myślałem, wciąż widzę wyraźnie... czuję inną rybę nurkującą ze mną, wiosłuje ogonem i tyłem ciała, wiosłuje mocno... czyja też to robię?... Tak, ja też... to się dzieje automatycznie... wystarczy tylko pomyśleć, że chce się coś zrobić, i robi się to, to zupełnie tak, jak podczas chodzenia bądź biegania w ludzkim ciele... zatrzymuję się. Tuż przede mną jest jakaś ryba, płynie wprost na mnie... och, ona jest ogromna, wprawdzie woda zniekształca, ale jest dużo większa ode mnie... odbieram od niej sygnał głodu... uciekać, uciekać, goni mnie, płynąć, szybko płynąć, dogania mnie... wydostać się na powierzchnię, w górę, w górę, szybciej... teraz dociera do mnie jakiś sygnał z boku, to obok mnie płynie szybko inna ryba, sygnały z innych stron...
(RAM, gdy będziesz w powietrzu, skacz, natychmiast skacz!)
Wydostałem się na powierzchnię, jestem w powietrzu, sięgam i rozciągam się.
KLIK!
Unosiłem się tuż nad wodą, zobaczyłem ciało ryby, które zajmowałem przed chwilą, obok tej ryby była druga, wygięły się w powietrzu i z pluskiem wróciły do wody... Natychmiast zaczęła się gonitwa, kotłowanina.
(Ale zabawa, co?) usłyszałem obok siebie głos BB. Nie mogłem odpowiedzieć, dygotałem mocno, więc on mówił dalej. (Obiecałem AA, że nie pozwolę ci przeżywać tego do końca. Uważał, że nie jesteś jeszcze przygotowany, i miał rację. Ale pytałeś ją o łańcuch pokarmowy, więc...)
Wibrowałem. (Nic się nie stało, nic się nie stało!)
Wygładził się. (Zawsze chcesz, aby było tak, jak trzeba, no nie?)
Wygładziłem się. (Po prostu byłem zaskoczony.)
(Następna przygoda jest spokojna. Miła i spokojna. Jesteś gotów?)
No cóż, wszystko jest względne, łącznie z pojęciem BB o spokoju. Sięgnąłem i rozciągnąłem się...
KLIK!
Poruszam się łagodnie w górę i w dół, faluję, uginam się... z najmniejszej cząsteczki mnie, długiej i wąskiej, poprzecinanej wieloma kanalikami, płynie cudowna siła życiowa pochodząca od Całości, której jestem częścią... i wiem, jak bardzo Całość mnie potrzebuje, więc z radością Jej służę, wypełniam swoje obowiązki, podczas gdy energia, dzięki której się poruszam, opływa moje płaskie części... (Chwileczkę, to po prostu powietrze, wiatr!)... pobieram od niego cząsteczki potrzebne Całości i przesyłam z powrotem przez wąskie kanaliki... robię to z łatwością i nie mam wrażenia, że pracuję, to jest oddychanie,... po to jestem – aby oddychać dla Całości, a z kolei od niej przyjmuję produkty przemiany materii, które przerabiam na energię... wspaniała wymiana... jak ważny jest mój wyjątkowy kształt, moja sylwetka... Całość daje mi znak, że rozumie, potrzebuje i wykorzystuje... a ja tylko odbieram i wysyłam... jestem szczęśliwy, nadzwyczaj szczęśliwy... mając poczucie całkowitej przynależności, wykonuję to, do czego zostałem stworzony... cudowna równowaga, dawanie... otrzymywanie... bezpieczeństwo i siła zawdzięczane Całości...
KLIK!
BB był przy mnie. (Wzięło cię, co?)
Zamigotałem. (A co to było?)
Pokazał mi coś za nami. Odwróciłem się i tuż obok zobaczyłem liść, dębowy liść. Był przytwierdzony do gałęzi na długiej łodyżce, gałąź wyrastała z masywnego pnia mocno wrośniętego w ziemię. Drzewo było solidnie ukorzenione. Doświadczyć czegoś takiego nie mając świadomości... Zaczynałem coraz lepiej rozumieć tę szkolę Nowych Ludzi.
(Chcesz jeszcze? To moja ulubiona zabawa.)
Migotałem. (No, nie jestem taki pewien. Może powinniśmy...)
(Wymyśliliśmy ją sami...) powiedział. (Jeśli ci się nie spodoba, daj mi znać i pociągniemy szybki skok.)
Niechętnie sięgnąłem i rozciągnąłem się.
KLIK!
Leżę na boku w miękkiej, gęstej trawie... otwieram oczy... wokół mnie są wysokie drzewa, ich gałęzie uginające się pod ciężarem liści tworzą baldachim nad moją głową, słońce przesącza się przez liście, dając miłe, łagodne światło... nade mną stoi duża płowa pantera, wpatrując się we mnie z natężeniem.
(Chodź, RAM, pobawmy się!)
Fikam koziołka i wstaję... już stoję! Mam cztery nogi! Jakie mocne i jak pewnie się na nich czuję!... moja głowa jest z przodu tułowia... muszę odwrócić się, chcąc spojrzeć na plecy i biodra... pokryte lśniącym futrem... co tam za mną powiewa?... to ogon, mam ogon... Pomyślałem, że chcę nim pomachać i poruszył się... raz w jedną, raz w drugą stronę, w przód i w tył... ale heca!... zwalnia, porusza się coraz wolniej, opada... moją uwagę przyciąga jakiś zapach... zapachy, zapachy, nie wiedziałem, że istnieje tak dużo różnych zapachów... natychmiast orientuję się, czy pochodzą z bliska, czy z daleka... węch mam tak samo dobry jak wzrok, a może nawet od niego lepszy... a słuch, jeśli będę uważnie nasłuchiwać, mogę dowiedzieć się wszystkiego... Zginam nogi, chowam pazury... tak! Mam pazury! Czuję się cudownie! Patrzcie, oto świat, na który przyszedłem... takie wspaniałe uczucie życia... życia, chcę biec, skakać, wspinać się...
(No, chodź, chodź!)
Płowa pantera krąży wśród drzew, biegnę za nią... szybciej, potem galopem... a teraz cwałujemy między drzewami, z łatwością omijając niskie gałęzie... moje nozdrza drażnią cudowne zapachy, rozkoszuję się nimi... moje oczy i uszy wychwytują i rozpoznają tysiące sygnałów, znam je wszystkie... przed nami jest duże uschnięte drzewo, płowa pantera wskakuje na nie, a ja za nią, wbijając w drzewo pazury, podciągając się, i znów wbijając pazury. Pantera siedzi na grubej gałęzi i czeka na mnie... podciągam się i siadam obok niej... macha ogonem... i ja macham swoim w odpowiedzi.
(Całkiem dobrze, jak na początek, RAM.)
Jestem zbyt ożywiony, by odpowiadać. Rozpamiętuję uczucie siły w mięśniach, staram się uporządkować wrażenia, których moc odebrałem... jak ludzie mogli ignorować i zniekształcać taką całkowitą percepcję... odbierać tak mało wrażeń, podczas gdy zwierzęta, które stoją na niższym poziomie rozwoju od człowieka... czyżby niższym?... odbierały tak dużo.
(Teraz musimy zejść.)
Płowa pantera podnosi się, odwraca i powoli schodzi z drzewa na ziemię... schodzi! Nie wiedziałem, że koty potrafią to robić, one zwykle zdrapują się tyłem... Wstaję i powoli zdrapuję się tyłem, zeskakując z łatwością z ostatnich dwu metrów.
(Połóż się pod drzewem, blisko pnia. A potem pociągnij krótki skok, króciutki.)
Kładę się w wysokiej trawie, po czym bardzo niechętnie sięgam i rozciągam się.
KLIK!
Płynęliśmy tuż nad ziemią. Spojrzałem w dół. Pod nami, wolno i płytko oddychając, leżało w trawie ciało płowej pantery... a obok niego ciało innej, ciemnobrązowej pantery, ciało, które zajmowałem przed chwilą.
Stojący obok mnie BB kołysał się. (Podobało ci się, co?)
Zawibrowałem. (Było wprost cudownie!)
(Przygotowaliśmy jeszcze inną zabawę. Wybrała ją Na... no, ona. Była pewna, że to cos w sam raz dla ciebie. Tym razem zostawiamy cię samego, ale ona powiedziała, że będziesz wiedział, co robić. Ja będę cię tylko prowadził. Jesteś gotów?)
Sięgnąłem i rozciągnąłem się, zastanawiając się co wybrała.
KLIK!
Lecę wysoko nad pasem urwistych, ośnieżonych gór, mój wzrok sięga setek kilometrów w każdym kierunku... patrzę na ziemię pode mną... wspaniała ostrość, widzę każdy, nawet najdrobniejszy szczegół... liście na drzewach, zwierzątka poruszające się na skałach... płynę wolno, zakreślając szeroki, łagodny łuk, stojąca fala od strony gór stanowi siłę nośną dla moich skrzydeł... no właśnie, skrzydła! Zwracam głowę w prawo i widzę, że z ramienia wyrasta mi owalne, szerokie skrzydło z nieznacznie rozwianymi piórami, zwężające się na drugim końcu. Przekręcam głowę w lewo i widzę, że z drugiego ramienia wyrasta bliźniacze skrzydło... nie płynę, lecz frunę, szybuję w powietrzu zupełnie jak ptak... jestem ptakiem!... wspaniałym szybowcem, który robi wszystko, o czym tylko pomyślę! Wykonuję zwrot i pióra dostosowują się do mojego ruchu, muszę wykorzystać do maksimum pęd powietrza... o, jest, silniejszy pod lewym skrzydłem niż pod prawym, zwracam się w lewo... czuję, że staje się coraz mocniejszy i mocniejszy... osiąga szczyt natężenia, obraca się, cyrkuluje, zacieśnia kręgi, najwyższy punkt wznoszenia się... współczynnik szybowania wynosi chyba pięćdziesiąt do jednego... spiralą w górę, mocniej i szybciej... doskonale mi się steruje... powietrze jest teraz rozrzedzone... jeszcze szybciej... ciekawe, kiedy zacznę wytracać szybkość... opadam, nie, unoszę się jeszcze wyżej, pod wyższym kątem, hej, wprost fantastycznie... kto by przypuszczał, że ciało ptaka może... uuuppps! zwalniam... jak łatwo nabrać z powrotem szybkości... Och! Zwijam skrzydła i lecimy w dóóółłł!
(Hej, och, RAM.)
Założę się, że podczas lotu w dół te skrzydła wytrzymają duże obciążenie, o ile rozwinie się je powoli... sprawdźmy... a teraz zanurkujemy szybciej...
(RAM, czy wiesz, co robisz?)
No, dostatecznie szybko... teraz trzeba trochę rozwinąć skrzydła... powoli... a teraz zwinąć je z powrotem... nieco podciągnąć pióra ogona... właśnie tak! Teraz normalna szybkość, krążę... co to za... och! Co to za ptak! Chyba kondor... Ciekawe, jaką prędkość mógłby szybki wróbel...
(RAM, natychmiast pociągnij krótki skok, już!)
Wzdycham... sięgam i rozciągam się...
[b]BB kołysał się. (Ten stary wielki ptak musi się teraz dziwić, że ma powyginane skrzydła.)
Zakołysałem się razem z nim. (Ależ nie. Ani jedno ścięgno, ani jeden mięsień nie były nadwerężone, ani jedno pióro nie na miejscu, gdy opuszczałem jego ciało, ręczę za to.)
KLIK!
Unoszę się na wysokości około tysiąca metrów nad szerokim brunatnym polem... leżę na wznak, a od dołu wnika we mnie silna energia życiowa... staję się większy i większy... z zapałem przetwarzam zdobytą energię... wirując wyciągam wodę z energii i staję się coraz większy, coraz bardziej świadomy, wiem coraz więcej... w miarę, jak staję się coraz większy, mogę coraz więcej się nauczyć... jestem jak wielka nadmuchiwana piłka, i czuję, że rosnę bardziej w górę i wszerz... płynie we mnie coraz więcej życiowej energii, ta energia narasta... zaraz, to jest... elektryczność!... jeśli urosnę dostatecznie zanim woda zacznie wyciekać, jeśli na długo starczy mi energii wpływającej z dołu, będę silny, bardzo silny... ale zaczynam oddalać się od źródła energii i nie mogę powstrzymać tego dryfowania, a więc nie jestem w stanie, nie jestem w stanie...
KLIK!
Szybowaliśmy nad ziemią, nad gęstym lasem. Niedaleko nas znajdowało się znajome brunatne pole. Płynący przede mną BB zawibrował. [/b](Ale fajna zabawa, no nie?)
trzeba żyć w zgodzie z przyrodą ona ma ŚWIADOMOŚĆ
a wy co chcieli byście doświadczyć ?
KAMIL 
PEACE AND LOVEAurea Mediocritas