Jestem w wewnątrz budynku, rozmawiam z dwoma moimi znajomymi ze świata fizycznego, spoglądam na plakat jaki wisi w pomieszczeniu na plakacie jest samochód z klocków lego. W momencie jak na niego spojrzałem niewidzialna obca siła pochodząca z tego plakatu odepchnęła mnie na kilka metrów i postawiła na wprost okna. O cholera tropiciel! Muszę wyjść przez okno na zewnątrz i odzyskać świadomość. Przeszedłem przez szybę, i wylądowałem na trawie. Odzyskałem świadomość, przez moment podziwiałem spójność snu w którym się znajduję, po czym westchnąłem, wyskoczyłem w powietrze, obrót, zamknięcie Cel: Matryca człowieka!
Po ułamku sekundy byłem w przestrzeni która miała kolor mgły ze snu z górami. Znalazłem się przed jakimś portalem umieszczonym w takiej mgle, podleciałem bliżej. Przed portalem był jakiś rodzaj bramy- pola siłowego gdy się do niej zbliżyłem pojawiły się napisy po angielsku:
Rasa: Człowiek
Uzbrojenie: Brak
Po czym Pole siłowe się rozsunęło niczym drzwi w supermarkecie a ja wleciałem do środka. Jasna anielka jakie uzbrojenie!? o co tu biega!?
Znalazłem się w dziwnym świecie w którym pełno było dziwnych, bardzo pasywnych istot. Miały one wyraźnie świadomość, były świadome mojej obecności i zwyczajnie mnie ignorowały. Wyglądały jakby były zbudowane z samej wody, miały kulisty kształt. Zbierały się w większych grupach przy czymś co wyglądało jak różnej wielkości ogromne soczewki i przez te soczewki wypuszczały coś co wyglądało jak mydlane bańki. Dni utrzymywania wewnętrznej ciszy nie poszły na marne, racjonalny umysł się nie wtrącił. Wykorzystałem trik którego nauczył mnie w świecie snów mój znajomy, zmieniłem perspektywę(polega to w skrócie na tym że widzisz to samo, ale przedstawione jest to w inny sposób, coś jak zmiana wersji interpretatora).
Teraz owe istoty wyglądały jak jakieś grzyby o małych kapeluszach, stworzone z glutowatej substancji, która miała kolor jak żelki Haribo o smaku coli

Nie za wiele mi to pomogło więc postanowiłem iść dalej. Wszedłem do czegoś co było jakby jaskinią i miało kilka pokoi. Czym dalej szedłem tym Haribo-grzyby były większe. W ostatnim pokoju znalazłem gigantycznego przedstawiciela tego gatunku, który coś do mnie mówił w niewerbalnym języku, ale nie pamiętam co. Za nim był kolejny portal w który wszedłem.
Znalazłem się w czymś co wyglądało jak przestrzeń kosmiczna,w odległości zobaczyłem coś co wyglądała jak kilka gwiazd połączonych świecącym pyłem. Owe gwiazdy były czerwone pył zielony, ów zielony pył raz po razy cyklicznie wybuchał, tworząc rozbłyski. Przewoźnik niewerbalnie wyjaśnił mi że owe wybuchy są cykliczne pokazał mi cały cykl i symbol jaki mu odpowiada, był to hieroglif jak z Egiptu zanegowane R z daszkiem ^. Dalej zrozumiałem że te Czerwone Gwiazdy to fragmenty jednego słońca które się rozpadło, ono miało świadomość, ono umierało! i w sposób sztuczny jest podtrzymywane przy życiu przez ten zielony pył.
Zbliżyłem się do jednego z fragmentów tego słońca i znalazłem się przed kolejnym portalem, ten jednak był przepiękny. Był to wielki ciemno-czarny korytarz wokół którego były świecące jasnym czerwonym światłem, ogromne ruchome fragmenty, to było mechaniczne! niefizyczna technologia!?
Stojąc w wejściu do tego korytarza wyczułem coś co wzbudza we mnie pozytywne uczucia, nie widziałem tego ale czułem, wiedząc że matryca w nas ludziach generuje uczucia skoncentrowałem całą swoją uwagę na tym czymś.
Klik.
Znalazłem się na przeciw jakiejś istoty, zdawała się mieć świadomość, była to wielka kula z białoszarej mgły wewnątrz której było coś człekokształtnego. Istota ta emanowała niezwykłym spokojem. Zdawała się być tak subtelna że nawet gdybym spróbował ją dotknąć to nie byłbym w stanie.
Klik
Byłem z powrotem przed czerwono czarnym korytarzem. Spotkanie z mglistą istotą trwało tylko ułamek sekundy i w ogóle o nim tam wtedy zapomniałem.
Pomimo iż czerwony portal na końcu korytarza bardzo mnie kusił, doszedłem do wniosku że już i tak za dużo zobaczyłem i pewnie z połowę zapomnę zanim wrócę. Postanowiłem więc wracać, dając niewerbalny sygnał przewoźnikowi.
W sekundę byłem z powrotem w swoim śnie, gdzie na moment zatrzymał się czas. Nie widziałem mojego przewoźnika ani drugiej istoty z którą rozmawiał, ale wyraźnie słyszałem co mówią, sami mnie nauczyli jak słyszeć.
-Czy on walczył ?
-Nie. To by było dla niego za wiele. Pozwolili mu tylko przejść i popatrzeć.
-Że co? walczyć !?
- Pierwsze miejsce w którym byłeś, jest światem gdzie trafia się aby pokonać jakąś swoją słabość i jest się tam do czasu aż się ją pokona.
Poczułem jak przeszywa mnie zimny dreszcz przerażenia, natychmiast wróciłem do ciała fizycznego. Obudziłem się, uspokoiłem rytm serca i przeleżałem kilka godzin do rana uważając aby nie zasnąć.
----------------------------------------------------------------------
Znów do matrycy nie dotarłem, o ile owa mglista istota nie była matrycą, będę musiał znów tam spróbować polecieć, ale coś mi mówi że trochę czasu minie nim znów zaryzykuje przygodami

Ciekawy jestem czy matryca znajduje się za czerwonym portalem czy też zwyczajnie zafundowano mi taką jazdę krajobrazową

Jeśli jednak matryca jest gdzieś za portalem to można by przypuszczać że nas ludzi tworzy i nadzoruje jakaś super rozwinięta rasa. Dość przerażająco to brzmi wobec mojego katolickiego wychowania.
"Bunkrów nie było, ale i tak było fajnie"

Tak sobie myślę, gdzieś tam są istoty co mają technologię i wiedzę na poziomie o którym się nam nawet nie śniło, a my tu nadal na poziomie chleba i igrzysk.
Znów czuję się głupi, prymitywny i niedorozwinięty
