VVii zanim opowiem, co czuję "przed" umieraniem, opiszę jeszcze trzy inne sposoby, które mi się ostatnio przyśniły;
1. Byłam na podwórku z jakimiś ludźmi i pracowaliśmy nad otwarciem fabryki ognia. Nagle ktoś krzyknął, że jest już otwarta. Zaczęłam uciekać, krzycząc; przecież spalimy się tam żywcem.
2. Byłam na wizycie u lekarza (mam lekkie problemy z kolanami). Lekarz zamiast opowiadać o kolanach, pokazał mi 6 kwadratów narysowanych na tablicy. Były połączone ze sobą strzałkami i coś było na nich napisane (były w różnych kolorach).
Lekarz zaczął wymieniać jakieś choroby, na które cierpię. Powiedział, że jestem śmiertelnie chora i pokazał, że stan mojego zdrowia to kwadrat numer trzy, cztery i pięć. Jeśli dalej będę żyć tak, jak żyję, to niedługo dojdę do kwadratu numer 6 (śmierć

). W przerażeniu zapytałam, czy nie mogę się wyleczyć... Czy nie mogę wrócić do kwadratu numer jeden... Pokiwał przecząco głową; to nie jest możliwe.
3. Byłam na plaży. Bardzo chciało mi się pić. Pociągnęłam łyka wody z butelki, ale zamiast wody okazało się, że piję piasek... Miałam wrażenie, że się uduszę...
Jakiś czas temu śniła mi się fabryka, w której szlachtowano ludzi... Jak się wybudziłam z tego snu, to jeszcze przez chwilę słyszałam krzyk. Muszę przyznać, że ten sen bardzo mną wstrząsnął i zmusił do refleksji. Spisałam od razu swoje przemyślenia. Wkleję poniżej fragment (może będą po części odpowiedzą na pytanie VVii, tzn. - jak się czuję przed tymi niedokonanymi śmierciami...
Codziennie sto razy powtarzam w myślach, że wybieram własną drogę. Dwieście zaś razy pytam się siebie, cóż to oznacza. Ileż wymiarów kryje się w tym stwierdzeniu. Chowają się pod różnymi kątami i zlewają się w najdziwniejsze barwy świata, wyginają się w przeróżne figury geometryczne zaznaczając kawałki mnie na drodze miękko wciągającej w siebie każdego człowieka. Jest mleczna, puszysta i czuję, jak wyrasta z mojego brzucha. Rozwija się niczym sułtański dywan. Królowa chce przejść. Nie mam żadnych sług. Wszyscy, których znam, okazali się być ukrytym wariantem mnie. Wariantem krzyczącym z głębin wnętrzności mojej istoty tak potężnej, iż chylę sobie czoła, aczkolwiek nie wiem, kim jestem. Przeczuwam za to ukryte flaczki stęchłych myśli rojące się pod powiekami, gdy zasypiam. Oplatają mnie od dzieciństwa często. Zamazują czysty oddech wtapiając mnie w wydzielinę, która wiem, że jest produktem ubocznym w fabryce pomidorów w pewnym mieście. Byłam tam wczoraj we śnie.
Głowa dziewczyny wystaje z maszyny. Jest blondynką. Krzyczy. Krzyczy, bo przerabiają ją na pomidory. Boże! Czy to boli? Jesteśmy w szkole. Zamiast ławek taśmy, na których jej wnętrzności ładnie poszatkowane, a niektóre już upieczone, suwają przez salę lekcyjną. Nauczycielka coś objaśnia przy tablicy. Skład chemiczny skóry? Tak, skóra dziewczyny ładnie upieczona zdaje się być. Smaczne zapachy w sali kłamliwie oplatają całą mnie. Już chcę myśleć, że płaty jej skóry to naleśniki. Och, może by tak spróbować kawałek? Zdają się być chrupiące. I wątróbka równo ułożona w stanie surowym dociera do innej maszyny, gdzie produkuje się pomidory, które babcie podają na śniadanie wnuczkom.
Przyglądam się niespokojnie temu zjawisku i wsłuchuję się intensywnie w krzyk dziewcznyny. Jak to jest być w tej maszynie, pytam siebie. Czy ona jest już tylko samą głową? Głowa krzyczy. Podchodzę bliżej i szukam jej wzroku. Nasze oczy się spotkały. Ona nie jest ofiarą! Stwierdzam natychmiast. Prowodyr całego pomysłu i sama siebie do maszyny wsadziła. Spojrzała na mnie bezwzględnie, a w jej oczach... Nie, to zły opis! Dosłownie czułam, jak bardzo się wyrywa, by nawiązać ze mną kontakt. Jaka jest w tym porywcza. Tak, to dobra kombinacja słów na oddanie chwili, gdy nasz wzrok się spotkał. Doszło tedy to zderzenia. Ona wymyśliła fabrykę pomidorów, by zwabić mnie do siebie. Kim ja jestem na swojej własnej drodze?
Na mojej własnej ścieżce pragnę raz na zawsze wyjaśnić niepokojące pojęcia czasu i przestrzeni. Zrozumieć je wewnętrznie dla samej siebie.
Nie jest wykluczonym, że żyłam kiedyś w starożytnym Egipcie zakochana w Faraonie na śmierć i życie. W dalszym ciągu odpowiadam za to uczucie, które spala mnie dzień i noc. Nie pozwala zasnąć wieczorami, kiedy zwijam sie z bólu. Szukam. A gdy już zasnę, czuje, jak cała wibruję. Czasem jest bardzo jasno.
(...)
Spotkałam naprawdę niewielu ludzi, których obecność jest jak powiew wiatru i lekkie brzęczenie dzwonków gdzieś w głębi mnie. Dlaczego dzwonią i kto pociąga za sznur? Wiem tylko, że ta muzyka produkuje olbrzymią tęsknotę, która wypływa oczami i uszami. Maluje oddech fioletową barwą.
(...)
P.S. Powyższa wypowiedź zawiera oczywiście dużo myśli bazujących na intuicji

Pozdrawiam