OOBE- długa praca, krew i pot


Autorzy artykułów z zakresu parapsychologi, tu wstawiajcie swoje dzieła literackie.

Moderator: Opiekunowie

Avatar użytkownika

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 109

Dołączył(a): N lut 24, 2008 4:06 pm

Post N lis 16, 2008 5:37 pm

OOBE- długa praca, krew i pot

Wyjście z ciała jako takie jest dopiero początkiem problemów. Potem pojawiają się inne:
- jak utrzymać się w śnie, w fazie,
- problem z pokonaniem popędu seksualnego,
- MTJ i przewodnicy nie chcę przyłazić,
- atrapy gadają bez sensu, sam MTJ i przewodnicy tak samo zresztą,
- kiedy chcemy gdzieś dotrzeć trafiamy zupełnie gdzie indziej niż chcemy, czasem nawet nim gdzieś trafimy lądujemy z powrotem w ciele.
- czasem pojawiają się boty i dziwne fazy.

Podsumowując powyższe liczymy, że jak już osiągnęliśmy OOBE to będziemy śmigali jak Monroe i osiągniemy nie wiadomo, jaki rozwój duchowy. Tym czasem, jak już osiągniemy te OOBE to trwa ono minutę, MTJ nie przychodzi, a jak nie daj boże przyjdzie to pieprzy farmazony. Dolecieć i tak zazwyczaj nie dolecimy tam gdzie chcemy. Pozostaje tylko, więc parę sekund na latanie, albo seks i powrót.

OOBE to wbrew pozorom nie jest łatwa sprawa. Sama technika nie jest skomplikowana, ale żeby mieć przygody, o jakich czyta się w książkach trzeba wielu lat. Kiedyś Darek Sugier pisał, że ma za sobą 3000 wyjść. Teraz pewnie znacznie więcej. Podróże Monroe’a opisane w jego pierwszej książce były też pożal się boże. Dopiero po 25 latach praktyki napisał drugą książkę, od której zaczyna się jazda. Sam mam za sobą koło 1000 wyjść i dopiero od pół roku trafiam w OOBE tam gdzie chcę i mam przewodników, których znam z imienia i których często spotykam. Gadają też z sensem. Jeśli ktoś chce zostać dobrym szachistą musi grać, grać i jeszcze raz grać. Żeby zostać w czymś mistrzem w Chinach przyjmuje się, że trzeba 10 lat treningu. Tak samo Chińczycy mówią, że żeby dobrze opanować technikę trzeba ją powtórzyć 10 000 razy, a to dopiero jesteśmy dobrzy, a do mistrzostwa daleko. Oczywiście każdy jest inny i dla niektórych te liczby są bardziej nieubłagane, a dla niektórych mniej. Ale jedno, z czym trzeba się zgodzić to, to, że tylko długa, ciężka praca przynosi upragnione efekty.

Stosunkowo najłatwiejszym sposobem podróżowania jest podróż mentalna. Jak kiedyś słuchałem porównań mentalkowiczów i obenautów to było to jak niebo, a ziemia. Teraz w OOBE i LD mogę robić numery jak w mentalkach i podobnie długo się utrzymywać. A to pewnie nie jest koniec, bo do Sugierowych trzech tysięcy dużo mi brakuje, a do Monroe’owych 25 lat, to sam tak stary nie jestem. O co mi chodzi? W OOBE jak we wszystkim trzeba dużo pracy i treningów. Także nie warto się załamywać początkowymi trudnościami. Czasem jakąś pierdołkę, która przeszkadza usuwa się nawet rok.

Dziś spotkałem poraz n-ty moją kochaną przewodniczkę i wprawiło mnie to w dobry nastrój i jak pomyślałem o tych latach, których trzeba było, żeby poznać po imieniu parę osób i miejsc w astarlu i o tych latach, które trzeba było, żeby trafiać swobodnie tam gdzie się chce i o tych latach, które trzeba było, żeby usłyszeć ładne zdania od postaci z astrala… Tyle czasu to zajęło, ale w sumie warto było.

Moja pierwsza rozmowa w astralu:
Delikwent coś majstruje przy samochodzie. Pytam go:
- Co robisz?
- Smaruję gównem samochód.
- A po co to robisz?
- A wiesz, że to dobre pytanie.

Przecież po czymś takim idzie się załamać. A teraz? Dalekie podróże i sensowna gadka. Wszystkim, więc życzę powodzenia i żeby trzeba im było mniej lat niż mnie. Nie no humorek mam dziś na cały dzień :D.
Avatar użytkownika

Posty: 626

Dołączył(a): N maja 11, 2008 6:21 pm

Lokalizacja: Sanok

Post N lis 16, 2008 6:43 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

ile wiosen minęło od Twego pierwszego wyjścia?
...:::dać się ponieść i wylądować na drugim brzegu rzeki świadomości:::... wędrowiec do świtu
http://www.obemania.pl/
KOCHAM WAS :)
Avatar użytkownika

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 109

Dołączył(a): N lut 24, 2008 4:06 pm

Post N lis 16, 2008 7:18 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

4 lata niedługo będą. Pamiętam, że jak pierwszy raz zaczynałem to nic mi nie wyszło i przez parę nocy nie zasnąłem do rana. Było to w listopadzie, gdzieś na początku. Kiedy wracałem z sylwestra zrobiłem sobie postanowienie, że zacznę prowadzić dziennik snów. Wróciłem podchmielony wyjąłem zeszyt w twardej oprawie sporządziłem stronę tytułową na której napisałem swoje postanowienie i podpisałem to. Położyłem się spać z zamiarem zapisania po prostu snów i samo się stało.

Na początku miałem mniej więcej raz na trzy dni. Obserwowałem w jakich okolicznościach. Do technik byłem zrażony, bo doprowadziły mnie tylko do tego, że nie mogłem zasnąć. Zauważyłem dobre dla siebie proporcje godzin. Ile spać i jak długa przerwa przed ponownym zaśnięciem. Od samego początku afirmowałem. Zresztą moja afirmacja była bardzo prostacka i do dziś nie zmieniłem w niej ani słowa. Po ok roku miałem półroczną przerwę, bo się zraziłem. Do przerwy utrzymywała mi się statystyka raz na trzy dni.

Po przerwie miałem dużo entuzjazmu, więc statystyki się poprawiły. Zacząłem też kierować się nie zegarowym czasem, a po prostu czuć kiedy się mam z powrotem położyć. Problemem wtedy nie była technika, a to, że jak zobaczyłem po przerwie do dziennika to w 95% wyjść uprawiałem seks. Czyli około roku stałem w miejscu bo nie mogłem zapanować nad popędem. Drugi problem był taki, że spotykane postacie zawsze mówiły bez sensu. Pół roku mi zajęło, żeby nauczyć się "obsługiwać" MTJ. Wtedy coś drgnęło. Na początku było całkiem obiecująco, ale w końcu się zawiodłem. MTJ z rzadka prowadził mnie tam gdzie chciałem. Poza tym cały czas wszystko zapisywałem i z statystyk wychodziło, że mizerna ilość tego wszystkiego nadaje się w ogóle do opowiadania.

W międzyczasie miałem już taką technikę, że działa za każdym razem. Jednak wadą jest to, że sprawia, że nie da się na niej ciągnąć dłużej jak 2 miesiące. Po tym czasie mój organizm jest tak padnięty, że nawet jak nastawię dwa budziki i postawię je gdzieś wysoko, to budzę się rano z dwoma wyłączonymi w łóżku i nie pamiętam, jak je wyłączyłem. Więc jedyna wada techniki polega na tym, że czasem trzeba zrobić przerwę i przez parę tygodni w końcu się porządnie wyspać.

Potem postacie zaczęły sensownie gadać, więc gadałem z nimi i gadałem, aż znalazłem nowego konika- wchłanianie aspektów. Robiłem to przez rok i opracowałem całą inżynierię. Np. potrafiłem namówić kogoś, że ma mi pomagać w opuszczaniu ciała i on pomagał. Można by rzec, że nauczyłem się tworzyć serwitory, które pomagały poprawić mi koncentrację, zniwelować niektóre wady itd.

Tak jak na początku nie mogłem trafić tam gdzie chciałem, tak nauczyłem się, jak bezwzględnie trafiać do swoich aspektów. Nauczyłem się też, że przewodnika to trzeba sobie znaleźć, a nie wołać i liczyć, że przyjdzie. No, więc zacząłem ich szukać i często jakiegoś znajdywałem. Rozmawiałem z nimi o swoich wadach na jawie ( z czego one wynikają) i nauczyli mnie jak mam ich znajdywać. Z rzadka pytałem ich o imiona. Potem zaczęli przyłazić już na wołanie. Przeważnie wyglądają zawsze tak samo, ale czasem jakby wiekiem się różnią. Pojawiają się jako ludzie najczęściej, ale czasem zmieniają się potem w światło, albo obecność za plecami. Jednak ja najbardziej lubię ludzką postać, więc tak zostało i teraz tylko tak się zjawiają. No to jeszcze pozostał problem trafiania zawsze tam gdzie chcę. To już wyszło dzięki przewodnikom. Kiedyś jeszcze bardziej się kumałem z MTJ, ale przewodnicy zabrali mnie w miejsca, w jakie z tamtym nigdy nie zaleciałem. Ale do MTJ'a też mam sentyment.

Dziś sobie statystyki nowe zrobiłem i podliczyłem wszystko i naćpałem się cyframi. Właśnie takie momenty są piękne w tym wszystkim. Mniej więcej raz na rok tak sobie zaglądam do dzienników i widzę postęp. Np. na początku wychodziłem raz na trzy dni i nie umiałem za bardzo powiedzieć jak i dlaczego. Teraz na życzenie. Na początku ni cholery nie mogłem znaleźć przewodnika, teraz mam paru stałych, a przewijają się nowi. Ostatni cholernik był szybki jak rakieta. Pierwszego aspekta szukałem miesiąc noc w noc. Teraz zawsze znajduję za pierwszym razem. Jest postęp :D.
Avatar użytkownika

Opiekun

Posty: 463

Dołączył(a): So lut 23, 2008 5:46 pm

Lokalizacja: z Ducha

Post N lis 16, 2008 10:50 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Gratuluję Diego :D tego postępu!
Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczyny szczęścia

Post Wt lis 18, 2008 8:19 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Świetny artykuł Diego. Widać, że ścisły umysł z Ciebie, bo fajnie analizujesz, widzisz związki, szczegóły i podchodzisz do sprawy empirycznie. Fajne masz cele i widzę, że OBE służy Ci do rozwoju. W OBE realizujesz to, co sam sobie w wyobraźni odrywałem podczas marzeń "co będę robił w OBE". Tylko na razie same płytkie LD o częstości jeden na miesiąc. W związku z twoim podejściem twoje rady, wskazówki i spostrzeżenia mogą być bardzo pomocne żółtodziobom. Mógłbyś opisać trochę bardziej szczegółowo Twoje zmagania z technikami (proporcje snu do czuwania, twoje spostrzeżenia, które pomogły Ci w osiągnięciu pierwszego OBE?). Może będzie to trochę trudne z uwagi na to, że było parę ładnych lat temu. Co robiłeś, że zaczęło Ci wychodzić? Jaki był klucz? Co pomagało? Byłbym bardzo wdzięczny.
Avatar użytkownika

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 109

Dołączył(a): N lut 24, 2008 4:06 pm

Post Wt lis 18, 2008 9:25 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Moje pierwsze razy (LD i OOBE) były czysto przypadkowe.

LD- Spróbowałem technik WILD i MILD w listopadzie, kiedy dowiedziałem się o istnieniu świadomych snów. Spowodowały, że nie mogłem zasnąć przez całą noc. Szybko zrezygnowałem i w sylwestra postanowiłem zacząć prowadzić dziennik snów. Nie miałem nawet myśli, że będę miał LD. I udało się już pierwszego dnia prowadzenia dziennika.

Na początku miałem LD głównie w niedziele. Dlaczego? Ojciec robił w niedziele uroczyste śniadania i nie patrzył, że śpimy, tylko budził. No to po śniadaniu ja z powrotem do łóżka szedłem (przerywany sen). Ponieważ na początku na studiach miałem zajęcia od 11.15, czyli mogłem sobie codziennie spać do 10, więc zacząłem próbować przerywać sen z rana również w pozostałe dni. Proporcje były 6 godzin spania + 1 godzina lub 30 minut przerwy. Oprócz tego prosta afirmacja, którą stosuję do dziś. Potem nigdy już nie miałem tak dobrego planu, więc musiałem budzić się nie z rana, a w środku nocy. Wychodziło mi wtedy 4 godziny snu i krótsza tym razem przerwa. To nie było już dobre. Przy czterech godzinach zdecydowanie za mało się wysypiałem. Wyrobiłem sobie filozofię, że im ciężej się po przerwie zasypia tym lepiej. Ideałem jest, kiedy czujesz się tak wypoczęty, że wprost czujesz że niemożliwe jest zaśnięcie. Nie wiem czemu, ale jak już się człowiek naprzewraca w łóżku i w końcu zaśnie to łatwo się świadomość odzyskuje. Ponieważ rzadko kiedy mogłem spać 6 godzin, a 4 to było za mało, no to trzymałem się 5-ciu, lub 4,5. Jednak kłopot był z przerwą, jak długo powinna trwać. Tu nie było innej metody jak wyczuć.

Oprócz tego zawsze po przerwie, kiedy jestem w łóżku rozmyślam sobie. Kiedy myśli zaczynają mi się mieszać, albo krążyć w kółko to wiem, że już zasypiam. Wtedy jestem bardziej podatny, więc afirmuję. Wtedy afirmacje lepiej działają. Potem dalej sobie rozmyślam, coraz częściej zaczyna mi się chrzanić w głowie i afirmuję sobie znowu i tak do zaśnięcia.

OOBE- Moje pierwsze OOBE miałem, kiedy zrezygnowałem z LD. Budzę się w nocy, a tu tak mnie prąd kopie, że nie do wytrzymania. Sturlałem się więc z łóżka. Poczułem, że oderwałem się od ciała. Leżąc na podłodze pomyślałem, że zchrzaniłem sprawę, bo zamiast sturlać się astralnym, sturlałem się fizycznym. To wszystko było tak realne, że LD było bez porównania do tego. Dopiero jak zacząłem się poruszać myślą, to skumałem, że jednak wyszedłem astralnym. Wystarczyło, że pomyślałem o wyjściu z pokoju, a już stałem przy drzwiach. Nie musiałem zrobić nawet jednego kroku. Jak widać pierwsze OOBE samo wyszło. Nawet 4+1 nie zrobiłem. Po prostu często myślałem, że chciałbym mieć OOBE.

Co do OOBE technik jest parę. Albo najpierw masz LD i lecisz cały czas w górę z myślą o OOBE. Wtedy jak dobrze pójdzie lądujesz w swoim ciele w paraliżu i z wibracjami i wychodzisz.

Druga metoda z LD, której używam jest taka, że kiedy sen się rozpływa (wszystko robi się czarne), wtedy musisz postarać się zatrzymać świadomość jak długo się da. Często dzieje się wtedy tak, że jesteś świadomością zawieszoną w ciemności, nie masz żadnego ciała. Musisz wtedy myśleć, że zaraz będziesz w ciele w paraliżu i z wibracjami. Tak się często dzieje, że po chwili istotnie jesteś i wychodzisz.

Powyższe techniki są dobre, tym bardziej, że często próbując mieć OOBE, przez przypadek możesz mieć LD.

Sama technika w sobie, polega na tym, że leżysz w pozycji, w której najtrudniej się zasypia i liczysz. U mnie od 100 do 1 nie wystarcza. Przeważnie więc muszę powtórzyć liczenie od 100 do 1 nawet z 10 razy. Kiedy już zaczniesz dostawać kurwicy, że nie możesz zasnąć, wtedy obróć się na trochę wygodniejszą pozycję i licz dalej. W moim wypadku nie opłaca się leżeć cały czas w najtrudniejszej pozycji, bo wtedy jakoś tak nerwowo zaczynają mi nogi podskakiwać do góry. Mam takie uczucie, że spadam i nagle nogi sru do góry lecą. To uniemożliwia OOBE. Dlatego z pleców przekręcam się na bok i dalej liczę. Wkrótce jest mi tak nudno, że dałbym wszystko, żeby móc spać. Jak już jestem tylko o krok od tego, żeby zwariować, wtedy obracam się na brzuch i już nie liczę. Po prostu jest mi wszystko jedno i chcę zasnąć. Wtedy po męczarniach z zasypianiem nagle zdaję sobie sprawę, że moje ciało jest sparaliżowane (rzadko kiedy mam wibracje), wtedy na chama wychodzę. Dobrze jest się czegoś złapać i się wyciągnąć, ale jeszcze lepiej jest sobie wtedy wyobrazić, że np stoisz obok łóżka. Wtedy po paru sekundach faktycznie się tam znajdziesz.

U mnie jest ten problem, że po wyjściu jestem ślepy. Wtedy po prostu zmierzam na ślepo w kierunku wyjścia z pokoju i wzrok po kilku chwilach sam mi się włącza.

Aha, podczas odliczania, co jakiś czas sobie afirmuję. Przeważnie kiedy skończę liczyć od 100 do jednego, wtedy afirmuję, po czym liczę dalej, afirmuję itd.

Oczywiście to nie jest żaden tutorial, tylko opis tego jak ja to robię. Nie trzeba się tu niczego ściśle trzymać. Co więcej dobrze jest sobie przy udanych próbach zapisywać jaka procedura doprowadziła do sukcesu. Trzeba obserwować, obserwować i jeszcze raz obserwować swoje ciało.

Moim zdaniem błąd wielu początkujących polega na tym, że mylą ten paraliż. Paraliż jak już występuje to jest taki, że choćbyś się zesrał to ręką, nogą nie ruszysz. Wtedy to trzeba myśleć o wibracjach. Wiele osób (w tym i ja na początku) myśli, że paraliż jest wtedy jak ciało od leżenia staje się lekko ociężałe. Wtedy zaczynają myśleć o wibracjach i faktycznie ciało zaczyna tak jakby mrowić, wtedy próbują przeć i nic się nie udaje. No więc paraliż to nie jest ta ociężałość ciała, tylko totalna niemożność wykonania jakiegokolwiek ruchu, nawet na siłę. Przynajmniej tak jest u mnie.

Oprócz tego wszystkiego ważnym składnikiem sukcesu jest tak się podjarać, żeby nie móc o niczym w ciągu dnia poza OOBE i LD myśleć. Oczywiście ten entuzjazm jest ciężko utrzymać, ale to jest jeden z najważniejszych składników sukcesu.

Post Wt lis 18, 2008 9:47 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

jak masz oobe to lądujesz w w ospuo czy do ŚF?
Avatar użytkownika

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 109

Dołączył(a): N lut 24, 2008 4:06 pm

Post Śr lis 19, 2008 7:07 am

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Nigdy jakoś dobrze nie rozumiałem pojęcia OSPUO, ale chyba w części wypadków w nim. Czasem kiedy wychodzę z ciała w poza jest np. dzień, kiedy ja ewidentnie wyszedłem w nocy. Ale rzadka to sprawa. Przeważnie w poza jest noc, a ulice puste, tak jak powinno być. Ale raz np. wszystkie szczegóły się zgadzały, a spotkałem ojca jak palił na balkonie. Raczej go tam nie powinno być i nie było. Innym razem w OOBE coś się wkręciłem w przenikanie ręką przez materac łóżka. W pewnym momencie coś poczułem. Zacząłem za to ciągnąć i wyciągnąłem zieloną taśmę. Po powrocie zacząłem szukać pod łóżkiem i znalazłem taką samą taśmę.

Przeważnie w nocy na ulicach jest pusto i z rzadka coś przejeżdża. Domownicy śpią. Te szczegóły często się zgadzają. Ale przy jakiejś grubszej weryfikacji mogłaby jakaś niezgodność wyjść. Nigdy jednak nie sprawdzałem i nie weryfikowałem, bo szkoda mi było fazy na to. W każdym bądź razie faza, w której szczegóły miały super jakość nie różniła się jakością od fazy, w której coś się nie zgadzało. Obie różniły się też od LD. Wiesz, żeby posprawdzać gdzie się jest, często trzeba by to naprawdę solidnie zbadać. Posprawdzać, czy kolejność książek na półce się zgadza, albo spróbować oddziaływać na kogoś z domu. Z tym drugim może być problem. Kiedyś wyszedłem z ciała i poszedłem do pokoju rodziców. Spali tak jak powinni w realu. No to chciałem zrobić im psikusa i wskoczyć na nich, żeby ich obudzić, a potem mieć w razie czego weryfikację. Próba wskoczenia okazała się fiaskiem. Poczułem, że mają jakieś pole ochronne nad sobą i nie zdołałem ich dotknąć. Ten podział na OSPUO i ŚF to jak dla mnie dziwny pomysł. Bo to jednak kupę zachodu, żeby posprawdzać tak naprawdę, niepowierzchownie. A komu by się chciało? Ale fakt na początku robiłem takie eksperymenty z różnym skutkiem. Ale nigdy naprawdę szczegółowo.

Co do tego, że OSPUO i ŚF (OOBE) różnią się od LD. Słyszałem teorie, że LD i OOBE są tym samym. Owszem może i OOBE jest w jakimś szerokim sensie świadomym snem, ale ogólnie różnice między LD, a OOBE są kolosalne.
- w oobe jest cofka, a w ld nie ma
- w ld jak za długo na coś patrzysz, albo jak zamkniesz oczy, albo za gwałtownie się ruszysz to sen "się rozpada" i się budzisz. Dlatego ld jest znacznie trudniejsze. Trzeba wszystko robić w specjalny sposób, żeby uniknąć ryzyka rozstrojenia się. Nauka techniki strasznie dużo mi zajęła. W oobe możesz se zamykać oczy, trząść się jak wariat i patrzyć na coś jak długo ci się podoba i nic ci się nie rozmywa.
- w ld świadomość i odczucia jest podobna do tej w realu, ale łatwo odróżnić czy to sen, czy real. W oobe wszystko jest tak realne, że zawsze najpierw muszę sprawdzić, czy aby na pewno jestem w oobe, a nie wstałem np. z łóżka.
- jak dla mnie ld jest fajniejsze do dalekich podróży, jeżeli masz bardzo dobrą technikę. Odzyskujesz świadomość byle gdzie i zabierasz się tam gdzie chcesz. W oobe zaczynasz zawsze ze swojego łóżka i najpierw się musisz dostroić, potem wydostać z mieszkania, potem lotem z osiedla i jak nie cofnie Cię do tego momentu to lecisz sobie gdzie chcesz.

Także, może i OOBE to rodzaj LD, ale rodzaj fazy jest całkowicie inny. W zasadzie to wszystko jest inne. Kiedyś w OOBE odbyłem podróż, a potem po obudzeniu i ponownym zaśnięciu miałem jeszcze LD, w którym robiłem identycznie to samo co w OOBE (odzyskałem świadomość w swoim pokoju). Mogłem sobie wtedy dobrze porównać. Faza w OOBE we wszystkim była lepsza i stabilniejsza. Grunt, żeby się nie dać cofnąć na starcie.

Post Cz lis 20, 2008 1:51 am

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Diego. Wspaniale to opisujesz. Tak realnie, że aż to czuję.
Pisz dalej i co tylko sobie przypomnisz :)
Po takich wpisach jak twoje chce się dalej mieć ochotę na OOBE.
Dzięki wielkie.
Ps. jakiej to afirmacji używasz ?
Ps. i dzięki za opisy różnic międzyOOBE i LD. Uważam, że pokazuję właśnie jak to jest naprawdę i że OOBE to jednak nie to samo co LD.
Avatar użytkownika

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 109

Dołączył(a): N lut 24, 2008 4:06 pm

Post Cz lis 20, 2008 12:06 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Dzięki wielkie :D

Co do afiramacji, może najpierw opiszę proces uczenia się w astralu. U mnie nauka techniki osiągania LD, czy OOBE przebiegała przypadkiem. Później zdałem sobie sprawę, że wszystkiego w astralu uczę się w podobny sposób.

Np. Przenikanie przez ściany. Spędziłem na to z 10 LD i nic. Dałem sobie spokój i w którymś LD miesiąc później uznałem, że "o! przejdę sobie przez ścianę". I przeszedłem.

Tak samo nauczyłem się latać w astralu i tak samo nauczyłem się technik osiągania tych stanów. O co chodzi?

Najpierw jest czas, który nazywam "przesiąkaniem". To jest ten czas, kiedy chcesz się czegoś nauczyć i Ci nie wychodzi. W tym czasie musisz próbować, jak najuczciwiej i z zawzięciem. Kiedy Ci się nie uda, to po 2 tygodniach/miesiącu intensywnych ćwiczeń, daj sobie totalny spokój. Twoje pragnienie przeniknie do Twojej podświadomości. Kiedy zaczniesz już zapominać o swoim dawnym celu, wtedy podświadomość zacznie ten cel spełniać. Ni stąd, ni zowąd przyjdzie Ci w astralu chęć, żeby polatać i będziesz latał. Nagle bez niczego odzyskasz świadomość, albo nagle zupełnie przypadkowo obudzisz się w paraliżu przysennym z wibracjami. Tą jedną techniką, uczyłem się każdej jednej rzeczy dotyczącej astrala.

Ćwicz intensywnie, a jak coś Ci nie wychodzi to daj sobie spokój i zajmij się czymś innym. Twoje pragnienie nie zginie. Zawsze to możesz spróbować kiedyś jeszcze raz ze świeżym umysłem, wtedy efekty też są lepsze.

Co do afirmacji...
Ktoś napisał, że lepiej ją wyrażać w transie. Absolutna racja. Zacznij sobie o czymś myśleć, marzyć, ale nie na siłę. Rób to z myślą, że możesz nawet zasnąć. Wtedy jak zacznie Ci się plątać w głowie, albo myśli będą krążyły w kółko np. "I wtedy powiem jej...powiem jej...i wtedy..., że...eee..." Wtedy to przerwij rozmyślania i wyraź afirmację. Potem rozmyślaj dalej i przy następnej zawieszce znów ją wypowiedz. Kiedy Twój umysł zaczyna szwankować już jesteś w specyficznym stanie transowym i to dobry moment do wyrażania afirmacji.

Ktoś napisał, że ważna jest cierpliwość. Absolutna racja. Ważne też jest, żeby zafirmować i zapomnieć o tym. Poza chwilami w których afirmujesz nie myśl już więcej o tym. Prawdopodobnie długo poczekasz na pierwszy efekt, ale później afirmacja będzie działać coraz lepiej i lepiej, aż w końcu zapragniesz tylko mieć OOBE i paraliże z wibracjami same się pojawią.

Ktoś napisał, że nie każdy ma cierpliwość. No wybacz. Jak przy czymś tak prostym i niewymagającym żadnego wysiłku jak afirmacja ktoś nie ma cierpliwości, to ja w ogóle nie wierzę, że taka osoba solidnie próbuje.

Lepiej mieć prostą afirmację. Możesz owszem ułożyć całą litanię do NP, czy MTJ. Możesz przy niej płakać i rwać sobie włosy. Niektórzy np. Darek podeszli do tego w ten sposób, że włożyli w to serce i emocje. Ułożyli se cały wierszyk i tak długo się żalili, aż NP się zlitowali. Moja metoda jest inna. Wymyśl coś prostego i mechanicznego i powtarzaj to byle jak 10 razy, tak mechanicznie, żebyś aż nie myślał o tym czego chcesz. Ja używałem:
"Zdam sobie sprawę, że śnię i odzyskam świadomość", lub "Wyjdę z ciała i będę świadomy."10 powtórzeń. Na koniec dodawałem coś mocnego typu: "Niech się stanie", albo "Tak mi dopomóż MTJ". Tak, że moje podejście to nie była chrześcijańska modlitwa z sercem, a buddyjskie mechaniczne klepanie mantry. Klep, klep i klep, aż Twoja podświadomość tak się Tobą znudzi, że da Ci czego chcesz.

Jak widzisz podejścia są różne. Jedni biorą MTJ na litość, a ja staram się go zamęczyć. Musisz wybrać metodę, która Ci bardziej pasuje.
Avatar użytkownika

Posty: 626

Dołączył(a): N maja 11, 2008 6:21 pm

Lokalizacja: Sanok

Post Cz lis 20, 2008 8:10 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

darkangelbubu napisał(a):Diego. Wspaniale to opisujesz. Tak realnie, że aż to czuję.
Pisz dalej i co tylko sobie przypomnisz :)
Po takich wpisach jak twoje chce się dalej mieć ochotę na OOBE.
Dzięki wielkie.
ta, Ty go zachęcasz, a ja potem muszę to czytać i sobie oczy psuję ;P
no to wylazł ze mnie egoizm i leń :geek:
fakt faktem iż fajnie piszesz Diego :)
...:::dać się ponieść i wylądować na drugim brzegu rzeki świadomości:::... wędrowiec do świtu
http://www.obemania.pl/
KOCHAM WAS :)

Post Pn lis 24, 2008 11:36 am

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

w moim przypadku oneironautyka to przez pierwsze 4 miesiące czekanie na spontaniczne LDki :D
i faktycznie je miałem, po kilka w miesiącu.

Indukcją zająłem się niedawno, z wielkim powodzeniem zwłaszcza przy 4+1 ale bleble niewyspany ;/
ostatnio spontanicznych ldków mam naprawde mało, za to potrafie wpaść w trans i utrzymać świadomość właściwie zawsze kiedy jestem wypoczęty :)
wiec zamiast 4+1 często robie drzemke wieczorem a o 0:00 do wyrka i faza :D

dziennika nie prowadze w tym miesiacu prawie wogóle. Rtów nie robie bo nie wierze w ich skuteczność, robiłem niedawno co 15 minut. Ostrą miałem nockę świadomość prawie w każdym śnie ale nie wiem czy to jest wynik RTów
po prostu leniwy jestem :D

na seks straciłem ostatnio ze 3-4 ld a w sumie myśle że niezły procent by sie z tego zrobil. Ale są sposoby. SIła woli + Redtube= sukces :D

<3 ;)

Post Pt mar 27, 2009 8:42 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Skąd ja to wszystko znam :shock:

Etap pierdolenia bez sensu mogę uznać za aktywowany. Irytuje zwłaszcza MTJ od którego najwięcej oczekiwałem. Cóż jakoś temu zaradzimy.

Świetny temat dla początkujących. Ze swojej strony polecił bym spontaniczne treningi relaksacyjne , wzbogacone o afirmacje własnej/domowej roboty , bo te są moim zdaniem lepiej przyswajalne.
Nazwał bym to pouczającymi kopiami nocnych manewrów. ;)

W moim przypadku :

- znacznie skróciły czas oczekiwania.
- poprawiły skuteczność.
- zwłaszcza podczas pierwszych manewrów sprawiły że czułem się zdecydowanie pewniej walcząc po nocach.


Pozdrawiam.
Avatar użytkownika

Posty: 626

Dołączył(a): N maja 11, 2008 6:21 pm

Lokalizacja: Sanok

Post So mar 28, 2009 4:13 pm

Re: OOBE- długa praca, krew i pot

Muri napisał(a):- zwłaszcza podczas pierwszych manewrów sprawiły że czułem się zdecydowanie pewniej walcząc po nocach.
:twisted: hehe
...:::dać się ponieść i wylądować na drugim brzegu rzeki świadomości:::... wędrowiec do świtu
http://www.obemania.pl/
KOCHAM WAS :)

Powrót do Artykuły

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO

Wymiana linkami Monitoring www Kuchnia hawajska Artykuły komputery Finanse i ubezpieczenia Prawo finansowe Page Rank Pani szuka pary Wakacje w lesie Praca w Polsce Telefony i akcesoria Działki Motocykle