Post Śr sty 25, 2012 7:45 pm

Ad. poprzednich moich postów

Witajcie,

Jakiś czas temu napisałem tu kilka postów, deklarując z nadętą miną, że odkryłem coś ciekawego na temat "Drogi Castanedy" z czym się na pewno z wami nie podzielę... Otóż to nie jest tak do końca... To racja jak ktoś napisał, że jeśli ktoś coś takiego pisze to powinien się podzielić, albo wcale tak nie pisać, gdyż w ten sposób stawia się mimo wszystko ponad innymi... I tak miałem to napisać, ale...że w grudniu 2009 udałem się w pewną ekscytującą podróż, z której niedawno co wróciłem, więc nie miałem jak tego dokończyć, a teraz po powrocie, jak mam czas akurat, to siadam i piszę to, co moim skromnym zdaniem jestem wam winien.

Otóż Drodzy Przyjaciele. Odkryłem "coś", to prawda. Przez lata ciężkiej pracy udało mi się coś odkryć na temat Drogi Castanedy, pewien szczegół, który jeśli jest pomijany to droga ta "nie działa" jak należy (hmm, żebym nie został źle zrozumiany: chodzi o to, że nie staje się tak efektywna jak powinna, ogromnie trudno wtedy o efekty), jak to napisałem dwa lata temu...

Otóż zaznaczam też, że informacja ta spotka się z waszym ogromnym oporem i niektórzy z was nie będą chcieli nawet jej przyjąć, cóż nie będę się wcale temu dziwił, gdyż coś ukryte głęboko w człowieku zrobi wszystko, powtarzam "ZROBI WSZYSTKO", by człowiek informację tą uznał za bzdurę. Pragnę również zaznaczyć, że "metoda" ta, ten szkopuł, sprawdził się nie tylko w moim przypadku, ale też w przypadku innych ludzi, którzy podążają drogą Castanedy, a których znam osobiście. No bo gdyby "działało" to tylko w moim przypadku, można byłoby pomyśleć, że coś jest ze mną nie tak ;) :D , ale jeśli w pozytywny sposób wpływa i działa to także na innych to raczej trudno przejść obok tego obojętnie, prawda?

Ale żeby niepotrzebnie nie przedłużać przechodzę od razu do rzeczy. Zaznaczę tylko jeszcze, że w książkach Castanedy ta sprawa przewija się co rusz, między wierszami, również w książce Taishy Abelar "Magiczna podróż".

Ale do rzeczy. Tytułem wprowadzenia do tematu: Człowiek powstaje podczas stosunku płciowego obojga partnerów płci męskiej i żeńskiej, to akurat wiemy ;). Ogromną, wręcz kluczową rolę w tym wszystkim odgrywa tzw. siła życiowa. To innymi słowy ENERGIA ŻYCIOWA, która wręcz w sposób alchemiczny stwarza nowe życie - nową istotę ludzką! Tkwi tu pewien szkopuł i tajemnica: Niezmiernie kluczową sprawą jest to: ile energii życiowej posiada człowiek-mężczyzna i człowiek-kobieta, gdyż podczas orgazmu (i tym samym zapłodnienia) uwalniana jest odpowiednia ilość energii od każdego z partnerów, czyli męskiego i żeńskiego, by powstało nowe życie. Jakby to ująć?... To na ile zdrowy, silny, "pchający życie do przodu" powstaje człowiek, zależy od ilości tejże życiowej energii, której podczas rozbłysku, "wielkiego wybuchu" ;) -orgazmu - odłącza się od obojga partnerów i ZASILA to nowe życie. Rodzi się człowiek dziecko "wyposażone" w tę właśnie określoną ilość, swój tzw. "urodzeniowy poziom energetyczny", który uwierzcie, decyduje o wszystkim w życiu!Decyduje o tym czy człowiek odnosi sukcesy w życiu czy porażki, czy życie on "pcha do przodu", czy też może "życie próbuje go ciągnąć za sobą" ;) Jeśli "otrzymał" podczas urodzenia ogrom energii, to jest to prawie, choć nie do końca- moc, i taki ktoś odnosi prawie na każdej niwie sukcesy, gdyż jest wyposażony w energię, która przesuwa mu punkt połączenia w pozycje odpowiadające tym skutkom lub sytuacjom.

Oczywiście ignorant po przeczytaniu powyższego i tego co będzie dalej napisane roześmieje się tylko, lecz mądry zrozumie i wykorzysta. Dla wojownika w podróży ta wiedza będzie błogosławieństwem na jego drodze i otworzy mu drzwi, których być może dotąd nie mógł otworzyć.

To tak w wielkim skrócie tytułem wprowadzenia do tematu.

Można zaobserwować, że pomimo niskich wibracji na świecie (kryzys itp.) istnieją moce na świecie którym zależy, aby wibracja ludzkości wkroczyła w końcu na poziom światła. Sęk w tym tylko, że każdy musi zrobić to też indywidualnie, w zgodzie ze sobą, swoim sumieniem, całą swoją istotą.

Ale wracając i przechodząc do meritum sprawy: Ta energia życiowa jak już wiemy ma kluczowe znaczenie, a niestety ludzkość obecnie przedstawia mierny jej poziom... Rodzą się dzieci z coraz niższym poziomem energii. Choć i od tego są reguły.

Energia życiowa posiada dwa bieguny, niższy - seksualny, prokreacja i wyższy- ekspansja w kierunku rozwoju duchowego. Mówiąc słowami "z drogi Castanedy": służy do seksu, tworzy pożądanie, lub wykorzystywana jest do przesuwania punktu połączenia!!! Śnienia!!! Ważne żeby to gruntownie przemyśleć. Pomijam już oczywiście kwestie, że energia ta jako ŻYCIOWA, zasila także jako energia witalna cały organizm fizyczny, od jej prawidłowego funkcjonowania w ciele zależy całe zdrowie człowieka. Ale to odrębny temat.

No i w końcu przechodzę do clou programu :) Otóż, aby odnosić rzeczywiste efekty (jak już pewnie ktoś sobie uzmysławia) na "drodze Castanedy", i jeśli ktoś urodził się z niskim poziomem energii życiowej, jasnym się staje, że trzeba tę energię OSZCZĘDZAĆ! Aby mieć "za co" śnić, a także przesuwać punkt połączenia, do miejsc jakby to w skrócie powiedzieć, gdzie mogłoby nam się żyć łatwiej i lepiej, na tej płaszczyźnie fizycznej.

Jak można więc ją oszczędzać, ktoś by zapytał? Istnieje na to jeden główny sposób i kilka pomniejszych i to jest właśnie powód dla którego piszę ten post. Główny "sposób" to CELIBAT, tylko życie w celibacie umożliwia sięgnięcie po najwyższe laury na drodze śnienia i widzenia. Innymi słowy oszczędzanie energii seksualnej-życiowej. Oczywiście jeśli ktoś poważnie myśli o efektach na drodze rozwoju duchowego. Sobowtór energetyczny człowieka codziennie asymiluje z wszechświata energię życiową, a człowiek "wydaja się" z niej jeszcze tej samej nocy ;) Więcej, jesteśmy ciągle bombardowani filmami, książkami, programami etc., w których jesteśmy wręcz namawiani do seksu. Co ciekawe, społeczeństwa dawniej i dziś, stojące o wiele wyżej w rozwoju człowieka, używają energii dającej życie w sposób niesamowicie rozsądny, używając jej po prostu jedynie do tworzenia nowego członka ich gatunku. U nas sprawa przedstawia się trochę inaczej, wydajamy się po kilka razy dziennie, dla przyjemności, a także przez to płodzimy istoty, które ledwo powłóczą nogami, którym jedynie przyświeca wizja zaspokojenia materialnego, jak już osiągną próg dorosłości... Ale to znowu odmienny temat. Idźmy dalej Drodzy Przyjaciele...

Czarownicy-Widzący Starożytnego Meksyku nie byli w ciemię bici... Widzieli, jak kluczową rolę w życiu człowieka odgrywa energia życiowa i jej różne postaci, innymi słowy postanowili, ci którzy powzięli rozwijać się duchowo, oszczędzać ją, żyjąc w celibacie, a przez to przemienić ją w iście alchemiczny sposób z energii napędzającej do seksu w energię napędzającą ich rozwój duchowy. To właśnie to oszczędzanie sprawia, że energia ta ze zwykłej energii życiowej, kumulując się wraz z czasem przemienia się w MOC! Widzieli także, że ogrom jej człowiek traci na ego i jego obronę-poczucie własnej ważności, na powracanie umysłem w przeszłość i tak dzięki widzeniu odkryli...Rekapitulację. Bo czymże jest rekapitulacja jeśli nie ODZYSKIWANIEM SWOJEJ ENERGII ŻYCIOWEJ POZOSTAWIONEJ W PRZESZŁYCH ZDARZENIACH!!! Ukrytych jest tu wiele tajemnic, kto to rozważy, dojdzie do monumentalnych wniosków! A że nie chcę pozbawiać nikogo jego własnej zabawy, więc w tym temacie zakończę pisanie.

Czarownicy poszli jednak dalej, odkryli coś więcej, odkryli, że coś lub Ktoś zmusza nas do zachowań opartych na strachu i pobiera przez to energię. Jaką energię? - wiadomo, naszą życiową energię. Kto wie? Może dlatego tak się szybko starzejemy? ;) Kto wie ;)...

Idźmy jednak dalej: Owi czarownicy poszli ze swoim widzeniem też o krok dalej, odkrywając, że jeśli człowiek zaczyna oszczędzać energię, tj. wytwarzać w niej wibrację dyscypliny, to pewne siły w człowieku odstępują od jej konsumpcji. Wtedy to dopiero zaczyna się jazda, ponoć...

I ostatecznie, czarownicy doszli już do momentu, że (uważam moim skromnym zdaniem, że to już lekki przechył, przesada), starali się aż tak bardzo nie przeżywać życia, nie ulegając niskim wibracjom (gniew, lęk, itp.), a także zaskakującym nas sytuacjom niosącym takie wibracje, nazywając to Nieskazitelnością. Widocznie by dalej odstraszać "niskowibracyjną szarańczę energetyczną", która tylko czyha by znów się najeść. No i głównie chodzi o to by poprzez takie emocje nie "spalać" drogocennej -wiadomo czego- energii życiowej.

To tyle, w wielkim skrócie.

A może aż tyle.

Dodam tylko, że praktykowi takie rzeczy będą błogosławieństwem, dla ignoranta zaś głupotą :D

Ale jak wiadomo: każdy jest ponoć kowalem swojego losu.

Trzymajcie się Kochani, miło było Was znowu wszystkich spotkać. Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności Ronę, Śniącego i oczywiście Ciebie ka, Wielkie Dzięki stary za wspaniałe opisy ze spotkań z Don Juanem. Chylę czoła. :)

Pozdrawiam serdecznie raz jeszcze wszystkich

Julian