O to wlasnie chodzi...pozwolic energii aby zamanifestowala sié w spontanicznych ruchach ciala. Mnie nudzily ulozone formy w tai chi i zawsze staralem sie poniesc temu co jest w srodku...kiedy tego nasluchujesz to juz medytujesz. Nie przepadam za slowem medytacja bo nie wiele ono dla mnie znaczy a wiekszosci kojarzy sie wlasnie z nudnym siedzeniem i mruczeniem pod nosem innym modnych,wschodnich slów. Wracajác do tai chi, trafilem kiedys na absolutnie genialná ksiázke na ten temat pt: "W uscisku z tygrysem, powrót na góré" (Chungliiang Al. Huang-
http://www.dobreksiazki.pl/b1523-w-usci ... a-gore.htm). Nie ma w tej ksiázce ani jednego obrazka pokazujácego jakis ruch a jednak jest najlepszym podrécznikiem o tai chi z jakim sie spotkalem- autor siéga do sedna istoty ruchu-energii...czyli jak osiágnác "mysláce cialo i tanczácy umysl".
Co do Tensegrity to jest to duzo bardziej "niebezpieczne" narzédzie pracy z cialkami wg mnie. Cwiczenie magicznych kroków bez prowadzenia i Intencji moze sporo namieszac w codziennym funkcjonowaniu o czym przekonalem sié na wlasnej skórze:) W sumie mozna to odniesc do kazdej techniki jak lagodne tai chi czy joge jednak tensegrity szybciej "uderza do glowy".
Od jakiegos czasu robie masaz hawajski, który okazal sie fascynujácá mieszanká tanca i szamanskiego dotyku z serca- medytacja w ruchu z bezposredniá korzysciá dla obu stron:)