Strona 1 z 1

Moje pierwsze doświadczenia

PostNapisane: Cz paź 20, 2016 8:52 pm
przez szeleja
Cześć. Mam na imię Krystian i mam 25 lat. Moje doświadczenia z oobe zaczęły się stosunkowo niedawno plus minus 2 miesiące temu nastąpiło pierwsze wyjście. Jednak parapsychologią oraz zjawiskiem oobe interesuję się od 16 roku życia, jednak dopiero niedawno zacząłem doświadczać. Opiszę moje pierwsze razy oraz zadam kilka pytań dość istotnych.
Jakiś czas temu (3 miesiące temu) zacząłem ostro medytować, pragnąłem oobe, oglądałem filmy Darka Sugiera, cały czas próbowałem ale nic nie wychodziło. Nie potrafiłem zrozumieć co robię źle, dlaczego mi nie wychodzi (później wam napiszę dlaczego mi nie wychodziło, wydaje mi się, że dowiedziałem się dlaczego).
Zmieszany przestałem starać się o oobe, wręcz zacząłem sobie wmawiać, że to jakiś zabobon i jest to nie możliwe do wykonania, a ci co o tym piszą po prostu śnią. Gadałem o tym z kumplem z pracy, ten jest sceptycznie nastawiony i w ogóle nie wierzy w takie cuda jak wychodzenie duszą z ciała.
Przez okres 2-3 tygodni w ogóle nie myślałem już oobe i nie zaprzątałem sobie tym głowy.
Pewnego wieczoru wszedłem sobie na yt i w proponowanych filmach wyskoczył mi Sugier, jeden z jego filmików. Obejrzałem sobie z nudów, tak o żeby zabić sobie czymś czas. Tej nocy nie mogłem usnąć, dopiero senny się zrobiłem ok 4 nad ranem.
Usnąłem na godzinę tak mi się wydaje po czym się obudziłem. Nie myśląc o niczym automatycznie zamknąłem oczy żeby spać dalej. I tu moje zaskoczenie. Jak tylko zamknąłem oczy to odrazu po może 1-2 sekundach poczułem przeogromne wibracje. Jakbym był przez kogoś chwycony i szarpany na wszystkie strony, do tego narastający pisk w uszach. Wiedziałem, że właśnie tak zaczyna się oobe. Leżałem tak chwilę w takim stanie i chciałem poruszać ręką, nie dałem rady. Miałęm paraliż, miałem wrażenie jakbym się rzucał na wszytskei strony ale ni cholery nie mogłem poruszyć się w tym łóżku. W końcu się poddałem i nagle buhh, laduję w pokoju obok łóżka. Rozglądam się, wszytsko wygląda normalnie (w tamtym momencie, dopiero gdy się się wybudziłem z oobe zrozumiałem, że wcale nie było normlanie). Wszytsko jest na swoim miejscu, chyba się obudziłem (tak sobie myślę) W pewnym momencie nie wiedziałem, czy mam oobe czy po prostu stoję u siebie w pokoju. Jednak odrazu rozwiały się moje wątpliwości gdy chciałem iśc do przodu. Zupełnie tego nie ogarniałem, w ogóle zaczałem zamiast iść to upadać twarzą do podłogi, jakbym się w niej zatapiał. Nie potrafiłem chodzić! Po chwili zacząłem kręcić się do okoła własnej osi z szeroko rozwartymi rękoma i tak się kręcę i nie mogłem tego opanować, coraz szybciej i szybciej, jednocześnie zbliżając się do ściany. Na tamten moment była to moja metoda poruszania się, jednak gdy zacząłem zbliżać się do drzwi zacząłem się bać, że obracając się tak szybko po prostu uderzę rozwartą reką w ścianę, mimo wszytsko nie potrafiłem tego kontrolować. Zbliżałem się coraz bardziej, ąz w końcu znalazłem się na tyle blisko, że moja ręka wleciała w ścianę. Już miałem grymas na twarzy, że zaraz mnie zaboli, byłem przygotowany na to. A tu nic z tych rzeczy, co prawda poczułem ścianę, ale nie ból. Ręka przez nią przeleciała (czułem opór jak za każdym razem ręce mi przez nią przelatywały) To było dosyć ciekawe. Nie miałem żadnego planu działania, więc po prorstu pomyślałem, że pójdęe do kuchni zobaczę czy wszytsko wygląda tak jak normlanie i wróce. I pach gdy tylko wyraziłem intencję nagle zacząłem się nomrlanie poruszać, oczywście nie nazwałbym tego chodzeniem, a raczej sunięciem przed sibeie. I bardzo szybko to się odbyło. Wleciałem do kuchni, tak samo szybko jak tam wleciałem zoabczyłem ją cała po czym wróciłem do pokoju i chciałem już wrócic. Jak na pierwszy raz miałem już dosyć. Wleciałem w powietrze (wyskoczyłem, latać nie umiem) i zanurkowałem w swoim ciele, po dłuższej chwili się obudziłem już w swoim ciele w szoku, niedowierzaniem. Co najciekawsze gdy byłem w poza nie czułem emocji, tzn coś tam czułem ale to nie były emocje tylko jakby przeświadczenia, nie wiem jak to określić. Więc wracając do moich odczuć już po doświadczeniu, byłem w szoku, szcześliwy niedowierzałęm itp itd. Oczywiście musiałem się pochwalić mojemu kumplowi z pracy, a ten tylko mnie mówiąc kolokwialnie wysmiał. Śniło ci się mówił. Miałeś świadomy sen. Jasne, też bym na jego miejscu tak mówił. Trzeba tego doświadczyć, żeby zrozumieć jaka jest róznica w świadomości w oobe a świadomym śnie. Oczywiście łatwo pomylić obie rzeczy, jednak ja dostrzegam tą różnicę. Chociaż nie raz i nie dwa miałem momenty, gdy np latałem w kosmosie, później budziłem się i mówie noo to teraz miałem naprawdę konkretne oobe i musi minąć dzień, żebym zrozumiał że to nie było oobe tylko LD. Nie wiem dlaczego, ciężko to wytłumaczyć, ja to czuję w środku.
Okej, rad, że moje pierwsze oobe już za mną, że wiem jak już wygląda samo wyjście postanowiłem teraz sam doprowadzić się do poza.
Godzina 23 kładę się, włączyłem sobie hemi-sync (szczerze, nie ma różnicy jak dla mnei czy z hemi medytuje czy bez, efekt i tak zawsze jest ten sam, choć nie zawsze to oobe).
Kładłem sie z przeświadczeniem i wiarą, że po prostu wyjdę. Nie, że będę probował, tylko to było na zasadzie zaplanowanej podrózy, tak samo jakbym sobie powiedział, ze okej jutro o 15 idę na zakupy. Mniejwięcej z takim nastawieniem kładłem się do łożka, tylko że zamiast do sklepu, ja wyjdę z ciała.
Zanim opiszę doświadczenie, dodam że odczuwałem i chyba nadal odczuwam irracjonalny lęk przed tym co, a raczej kogo mogę tam spotkać. Gdy sobie pomyślę, ze istnieją NA PRAWDE inne byty, i że one tam śa NA PRAWDĘ to mnie aż dreszczyk przechodzi. Strach przed nieznanym. Jest to jednym z głównych powodów, dlaczego nikogo nie spotkyam w poza, bo po prostu nie chcę i nie jestem na to gotowy. Zawszę jak wychodzę to pojawiam się u siebie w pokoju, nigdy jeszcze nie wyszedłem poza ten "bezpieczny" obszar, jednak z każdym doświadczeniem jest coraz bardziej pewy siebie i w końcu wyjdę z mojego domu.
Okej, jeszcze jedna rzecz. Nie wiem dlaczego ogarnęła mnie mania udowadniania sobie, że oobe to faktycznie stan z poza. Gdzie duch się oddziela od ciała. Że to nie jest wytwór ludziekiej fantazji i psychiki, tylko naprawdę śwait astralny, w którym obowiązują inne normy, ale wszytsko co się tam wydarza jest autentyczne. Postanowiłem to jakoś sprawdzić.
I tak oto postawnoiłem, że o tej 23 o której się położyłem, polęcę do pokoju moich rodziców i postaram się ich obudzić ciałem astralnym (cóż za absurdalny pomysł, tak jak teraz o tym sobie myślę). Jednak to co się stało troche mnie zdziwiło. PPrzejdźmy do doświadczenia.
Wibracje, pisk, zmieniie częstotliwości naszej świadomości na tamtą i pach jestem w poza.
Postanowiłem spojrzeć na łóżko, czy faktycznie na nim leżę. Jednak bardzo ciężko mi to przyszło. Gdy tylko się odwróciłem by spojrzeć to wyleciałem pod sam sufit, udało mi się zerknąć na łóżko, ale wszytsko tam się wyginało, zlewało, pozatym panował tam półmrok, widziałem kołdrę ale tak jak mówię, nie udało mi się zobaczyć mojej twarzy. Zresztą tylko ona wystawała spod tej kołdry, a coś mi bardzo utrudniło spojrzenie w tamtą stronę, tak jakby nie chcieli żebym to zoabczył. Postanowiłem więc, że skoro nie mogę zobaczyć to położę się na tym łóżku. I tak też zrobiłem, położyłem się i poczułem ciepło, pozatym czułem jakbym idealnie pasował do tego miejsca, wszak wiedziałem, że tam leży moje fizyczne ciało i poczułem je zmysłem dotyku (nie potrafię inaczej tego opisać, ale to nie jest trafne opisanie)
Okej, usatysfakcjonowany poleciałem do pokoju rodziców. Tu się zdziwiłem, bo wystrzeliłem jak piorun. Dosłownie jakbym dostał jakieś turbo. Wleciałem do pokoju i zacyznam krzyczeć co sił "Mamaaaaa, mamaaaaa" skoczyłem więc na to łóżko i się wiercę, starając się ich zachaczać. I tu nagle zastygłem. Nagle jakbym zapomniał o tym co działo się wcześniej zacząłem się zastanawiać, czy ja aby na pewno jestem w oobe, czy czasem faktycznie nie robie z sibie pajaca i nie wsokczyłem im do łóżka i udaję atak padaczki. Chwilę mi zabrało, zanim uświadomiłem sobie, że to to jednak oobe, bo przecież leciałem tu jak błyskawica więc to nie możliwe żębym był w ciele fizycznym. (generalnie zupełnie inaczej tam myślę niż tutaj w naszym fizycznym świecie. Bardzo łatwo się rozkojażyć, zapomnieć co się przed chwilą robiło, poźniej sobie przypomnieć. Nie ma to takiej ciągłości, a raczej jest jakby złożone z części. Nie chcę też o tym teraz bardzo dużo pisać, może innym razem).
Okej wracam do rodziców. Moje wiercenie się na łóżku nic nie dawało, wyskoczyłem więc z niego i znowu krzyczę "mamaaaaa" "mamama". I nagle moja mama siada, normlanie zerwała się do pozycji siedzącej. Niestety nie pamiętam twarzy, tego jak wyglądała, w ogóle nie pamiętam jak wyglądała cała jej sylwetka, pamiętam tylko ten zrywisty ruch do pozycji siedzącej i powiedziała tak"
"Jeszcze raz mnie wywołasz to cię zabiję"
Oczywiście tam nie istnieje coś takiego jak "mowa" w naszym rozumieniu. Był to przekaz mentalny, ja bardzo związany z ciałem fizycznym i jego przezwyczajeniami, staram się robić tam rzeczy, które są mi znane. I tak oto wydawało mi się że krzyczę na cały dom, a wcale tak nie było, był to przekaz niewerbalny.
Jednak co najdziwniejsze, powiedziała do mnie te słowa, "Jeszcze raz mnie wywołasz to cię zabiję".
gdy to powiedziała, ja grzeczny jak baranek powiedziałem ,dobrze, przepraszam, już sobie idę. Wyszedłem z pokoju, ba nawet drzwi za sobą zamknąłem, wszedłem do pokoju wyskoczyłem i opadłem powoli na łożko wnikając w moje ciało fizyczne. Co najciekawsze po chwili usiadłem myśląc, ze już po wszytskim, że już wróciłem a to znowu było oobe. Po prostu nie zdąrzyłem wrócić i za szybko usiadłem. Jednak po chwili automatycznie mnie cofnęło już bez mojej ingerencji i się obudziłem.
I teraz tak. Wiem, że moja mama mnie kocha jak nikt inny na świecie i nigdy w życiu by mi tak nie powiedziała. Wiadomo, każda osoba się składa z aspektów i to mógłby być jeden z nich, ale jaki by to miało mieć cel?
Przecież w świecie astralnym nie można zabijać, dobrze o tym wiem, więc dlaczego to powiedziała?
Czy to była właśnie lekcja, że mam przestać się bać tych wszystkich istot którę moge spotkać, bo tak naprawdę nie są w stanie mi nic zrobić?
Jak wy myślicie, bo zaintrygowało mnie to dość istotnie. Liczę na szczerze i poważne odpowiedzi od osób doświadczonych, które przeżywają oobe i mają obycie z różnymi przekazami niewerbalnymi. Wszak wiaodmo, że bardzo często w oobe porozumiewa się w dość nie strikte logiczny sposób, a raczej obrazowy itp itd.
Trochę się rozpisałem, jak byście mieli jakieś pytania to śmiało.
Na dzień dzisiejszy reguralnie zacząłem doświadczać oobe, 70% przypadków to samoistne wyjścia, wcześnie nad ranem, ale i też wieczorami się zdarza. Medytacją też można osiągnąć oobe, ale jest to dość trudne bo trzeba wyzbyć się wszelkich emocji. To już temat na inny wątek.
Pozdrawiam.