Medytacja - jak to się robi?


Umiesz medytować? Naucz tego innych. Chcesz się nauczyć medytacji? Zajrzyj.

Moderator: Opiekunowie

Post N mar 30, 2008 8:36 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Nagualita napisał(a):Możesz w oddzielnym wątku opisać tą technikę z Osho? Zaciekawiłeś mnie:). Na pewno wiele osób może na tym skorzystać...

Tak! Chętnie poczytam. Ostatnio się napaliłem na OSHO. Chyba z 5 jego książek przeczytałem pod rząd. Jedno można o nim powiedzieć - ma klasę.

Post Śr kwi 02, 2008 5:33 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

Nagualita napisał(a):Możesz w oddzielnym wątku opisać tą technikę z Osho? Zaciekawiłeś mnie:). Na pewno wiele osób może na tym skorzystać...

Jako że mam akurat książkę o której była mowa (Osho - "Medytacja. Pierwsza i ostatnia wolność"), postanowiłem poszukać techniki o której pisał RoLDi. Przedstawię ją poniżej:

Medytacja modlitewna

Najlepiej wykonywać tę medytację późnym wieczorem, w zaciemnionym pokoju i pójść spać bezpośrednio po jej zakończeniu. Możesz również medytować rano, ale potem powinien nastąpić piętnastominutowy odpoczynek. Odpoczynek jest konieczny, w przeciwnym bowiem razie będziesz przez długi czas czuł się jak pijak w stanie zamroczenia.
Stapianie się z energią to modlitwa, która całkowicie cię odmieni, a kiedy zmieniasz się ty, zmienia się całe twoje życie.
Unieś obie dłonie jak najwyżej, głowę również zwróć ku górze i poczuj, jak przepływa przez ciebie życiowa energia.
Kiedy poczujesz lekkie drżenie, stań się niczym liść kołyszący się na wietrze. Pozwól i pomóż ciału drżeć. Niech wibruje ono energią, niech wydarzy się to, co ma się wydarzyć.
Poczuj połączenie z ziemią i niebem, tym, co powyżej i poniżej, yin i yang, aspektem męskim i żeńskim - unieś się na nich, połącz się z nimi, zanurz się w nie. Nie istniejesz. Stajesz się jednością... stapiasz się.
Po dwóch, trzech minutach lub też kiedy poczujesz, że całkowicie wypełnia cię energia, pochyl się do ziemi i pocałuj ją. Stań się naczyniem, poprzez które boska energia może połączyć się z energią ziemi.
Powtórz te dwa etapy medytacji jeszcze sześć razy, tak aby odblokowała się każda z czakr [ośrodków energii - przyp. tłum.] w twoim ciele. Możesz zrobić więcej powtórzeń, ale jeśli wykonasz ich mniej, wypełni cię niepokój i trudno ci będzie zasnąć.
Zaśnij w tym stanie modlitwy, wówczas energia medytacji będzie w tobie płynąć, a ty będziesz płynął wraz z nią. Energia cię otoczy i w ten sposób będzie dalej pracować na twoją korzyść przez całą noc. Rano poczujesz się świeższy i bardziej ożywiony niż kiedykolwiek wcześniej. Wypełni cię nowe życie, dzięki czemu przez cały dzień będziesz po prostu kipiał energią, poczujesz nową wibrację, twoje serce zaśpiewa nową pieśń, a nogi zatańczą nieznany dotąd taniec.


Choć osobiście myślę, że u RoLDiego zadziałało coś więcej niż technika...

Post Pn kwi 07, 2008 6:22 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Dla mnie najbardziej naturalną metodą medytacji jest ćwiczenie "Świadomość Świadka". Sam w ten sposób medytuję od ok. 20 lat i chcąc innym pomóc wejść w medytację, kilka lat temu nagrałem płytę pod tym właśnie tytułem, a potem udostępniłem ją w sieci, początkowo na stronie autohipnoza.pl a teraz na moim serwisie AdamBytof.pl

Każdy może ją sobie ściągnąć i wypróbować: http://www.adambytof.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=61&Itemid=43

Jest tam opis i nagranie. Aby je zciągnąć kliknij w nazwę nagrania :)

Pozdrawiam
AdamB

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 544

Dołączył(a): N lut 24, 2008 7:28 pm

Post Wt kwi 08, 2008 11:08 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

hej Adamie. Właśnie słuchałem twoje nagranie parę dni temu i szukalem Cie sie z NP po astralu..pięknie nagrane, wspaniały głos. Nie zrozumiałem paru rzeczy. Czym jest dla ciebie świadek (Osho)i co pragniesz osiągnąć koncentrując się na nim?
Ciekawi mnie twoja odpowiedz.

Trochę o medytacji




Dla mnie najważniejsze jest zdobycie przyjaciela niefizycznego, przewodnika pokazującego od środka zawiłości umysłu.Na tym skoncentrował bym wszelka początkową działalność i wszystkie ćwiczenia bym temu podporządkował ,Moc usłyszeć i rozpoznawać rady . Zawsze przy pewnych wewnetrznych ruchach ( rozerwaniach) wyklikuje nas na ułamek sekundy a wtedy taki pomocnik otrzeźwia nas życzliwym słowem.Patrz !! -teraz do ciebie mówiłem słowem lub idea. Rozpoznaj , zapamiętaj. Dodaje ci siły bo usypiasz - uwaga ci zanika !!! Samo poznawanie i wyciąganie z nim wniosków to dziecinada.Nazywanie wewnętrznych stanów imieniem nie jest wtedy konieczne. Szybujemy miedzy wszystkimi możliwymi opcjami z niezwykła szybkością i zawsze możemy liczyć na pamięć towarzyszącego nam przyjaciela.(Tajemniczy świadek -obserwator jest podstawa do odnalezienia siebie poza sobą. Latami spędzałem na tym stanie nie wiedząc ,ze jest on celem zabiegów wielu ludzi. Dziwiła mnie ta jego bezsilność, aż doszukałem się w 7 ciałka.)

Obecność przyjaciela jest bardzo przydatna gdy zdobywamy umiejętności pracy z mysloksztalatmi lub emigrujemy naszymi częściami . Jego ciała niefizyczne po złączeniu z nami daje nam energie,która możemy się do woli posługiwać w naszych eksperymentach . To tak jak by mieć podwójne ciałka niefizyczne. Bardzo często pewne zabiegi wymagają wyparcia ciał niefizycznych poza nasza powierzchnie lub bycia w wielu miejscach jednocześnie . Majac do dyspozycji ich podwójna ilość możemy postrzegać stany nie będące w pojedynek możliwymi do postrzegania. Byc świadomym nieświadomych procesów.Problem przy medytacji bez wsparcia wynika z rozbijania nasze ego na mało przydatne elementy..Podmiot nasz traci władze poznawcze i rozum szlak trafia. Nie pozostaje nikt w nas na straży by wnioskować z tego co się co się wtedy dzieje.
A wiec szukajmy wpierw sprzymierzeńca!!
cialka.net

Post Śr kwi 09, 2008 10:03 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Zbyszku...
Świadek jest na obecnym etapie rozwoju świadomości moim prawdziwym "ja", przestrzenią w której pojawiają się zjawiska: świat fizyczny, emocjonalny, psychologiczny.... Jest to pierwsza warstwa duchowa, czyli tego, co jest ponad umysłem...

Co chcę osiągnąć? Niczego nie chcę, ani nie muszę osiągać. :) Uświadamiając sobie Świadka po prostu uświadamiam sobie to, co już i tak jest, tylko do tej pory nie było w pełni uświadomione... od strony umysłu... umysł po prostu przestaje udawać, że jest moim prawdziwym "ja"... tylko tyle i aż tyle...

Pozdrawiam
AdamB

Post Śr kwi 09, 2008 10:26 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Uważasz, że ponad umysłem są jakieś wyższe warstwy duchowe niż świadek?

Post Cz kwi 10, 2008 10:21 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

Ja za to polecam prostą książke Osho
Medytacja-podstawy praktyki
Polecam kupic orginał kosztuje około 12 zł
Malutka książeczka, jak by co jest tez w "linku" ktory podałem wcześniej, tak naprawde chyba cała książke bym musiał wkleic chyba,a to sie mija z celem, książeczka ma to do siebie że gość nie pisze pracy akademickiej z super nomenklaturą a przy tym rozwlekle tylko prosto i tyle ile trzeba do podstaw. Ogólnie doświadczyłem że medytacji sie nie robi tylko się jest"romansuje się z egzystencją-raz głebiej raz płyciej" , a w zasadzie nie można nic zrobić, ale żeby był wynik(a z innej strony nie może go być) trzeba wykonać "specyficzny wysiłek"... (taki paradoksik do pogodzenia !)ble ble ble :D polecam :mrgreen:
Framgenty:
Medytacja nie jest hinduską metodą, techniką; nie można się jej nauczyć. Medytacja to wzrastanie, wzrastanie totalności twego życia w całej jego okazałości.
Medytacji nie można dodać do ciebie takiego, jakim jesteś - może ona przyjść do ciebie tylko poprzez zasadniczą przemianę, metamorfozę. Jest rozkwitaniem, wzrastaniem. Wzrastanie zawsze zachodzi w totalności, nigdy nie jest dodatkiem.
W medytacji musisz wzrastać. Trzeba właściwie pojąć to totalne wzrastanie osobowości, inaczej będziesz sam przed sobą udawać, zajmiesz się grami umysłu. Tyle ich jest! Mogą cię ogłupić, nic nie dadzą, a możesz ponieść przez nie szkody. Błędne jest już samo nastawienie, że w medytacji jest jakaś sztuczka, rozumienie medytacji jako metody. Kiedy zaczynasz bawić się sztuczkami umysłu, umysł zaczyna się degenerować.
Umysł - taki, jaki jest - nie jest medytacyjny. Zanim nastąpi medytacja, umysł musi się zmienić w całej swej istocie. Czym jest, więc umysł, który masz teraz? Jak funkcjonuje?
Umysł zawsze werbalizuje. Możesz znać słowa, język, strukturę koncepcyjną myślenia, ale to nie jest myślenie. Wręcz przeciwnie - jest to ucieczka od myślenia. Widzisz kwiat i werbalizujesz to, widzisz człowieka idącego ulicą i werbalizujesz to. Umysł potrafi zamienić każde egzystencjalne zdarzenie w słowa. I słowa stają się barierą, więzieniem. Przeszkodą dla umysłu medytacyjnego jest właśnie to nieustanne zamienianie zdarzeń w słowa i zamienianie egzystencji w słowa.
Pierwszym wymogiem dla umysłu medytacyjnego jest, więc bycie świadomym tego nieustannego werbalizowania i zdolność do zatrzymania tego procesu. Patrz na zdarzenia - nie werbalizuj ich. Bądź świadom ich obecności, ale nie zamieniaj ich w słowa. Niech zdarzenia będą poza słowami; niech ludzie będą poza słowami; niech sytuacje będą poza słowami. Nie jest to niemożliwe... jest to naturalne. Sztuczne jest to, co mamy, lecz tak do tego przywykliśmy, tak bardzo stało się to automatyczne, że już nie zauważamy jak nieustannie zamieniamy doznania w słowa.
Jest wschód słońca. Nie zdajesz sobie sprawy z przestrzeni pomiędzy widzeniem go a werbalizowaniem. Widzisz słońce, czujesz je... i natychmiast to werbalizujesz. Przestrzeń między widzeniem i werbalizowaniem zostaje zagubiona. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że wschód słońca nie jest słowem. Jest to pewien fakt, pewna obecność. Umysł automatycznie zamienia doznanie w słowa, a te wchodzą między ciebie a to doznanie.
Medytacja oznacza życie bez stów, ponad słowami. Czasem zdarza się to spontanicznie. Gdy jesteś zakochany, odczuwana jest obecność, nie słowa. Gdy dwoje zakochanych staje się sobie bliskimi, zawsze nastaje milczenie. Nie w tym rzecz, że nie ma nic do wyrażania. Wręcz przeciwnie, jest tego tyle, że aż się przelewa. Ale nie ma słów, nie może być... Słowa przyjdą dopiero po odejściu miłości.
Jeśli dwoje zakochanych nie potrafi milczeć, jest to sygnał, że ich miłość umarła. Słowami zapełniają to, co po niej zostało. Gdy miłość żyje, nie ma słów, ponieważ samo istnienie miłości jest tak napełniające, tak przenikające, że pokonana zostaje bariera języka i słów. I zwykle zostaje ona pokonana tylko w miłości.

Ludzie nie mogą istnieć bez słów, potrzebują ich. Egzystencja ich nie potrzebuje. Nie mówię, byś istniał bez słów. Musisz ich używać, ale musisz nauczyć się włączać i wyłączać ten mechanizm werbalizowania. Gdy jesteś w społeczeństwie, słowa są potrzebne, a gdy jesteś sam na sam z egzystencją, musisz umieć je wyłączyć.
Jeśli nie potrafisz ich wyłączyć - trwają, a ty nie potrafisz ich zatrzymać - stajesz się niewolnikiem. Umysł musi być narzędziem, nie panem. Gdy umysł jest panem, jest nie-medytacja. Medytacja jest wtedy, gdy to ty jesteś panem i twoja świadomość jest panem. Medytacja oznacza, więc zapanowanie nad mechanizmem umysłu.
Umysł i jego funkcjonowanie w słowach to nie wszystko. Ty jesteś czymś więcej i egzystencja jest czymś więcej. Świadomość jest ponad językiem, egzystencja jest ponad językiem. Gdy świadomość i egzystencja są jednym, jest komunia. Ta, komunia jest medytacją.
Słowa trzeba porzucić. Nie mówię, że masz je tłumić czy wyeliminować. Mówię, że słowa nie mogą być nawykiem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdy spacerujesz - poruszasz nogami; jeśli jednak twoje nogi poruszają się, gdy siedzisz - to szaleństwo. Musisz nauczyć się je wyłączyć. Tak samo nie powinno być w tobie słów, wtedy, gdy nie rozmawiasz. Słowa służą porozumiewaniu się, gdy więc nic nikomu nie przekazujesz, nie powinno ich być.
Jeśli zdołasz tego dokonać, będziesz wzrastać w medytacji. Medytacja to proces wzrastania - nie technika. Technika zawsze jest martwa, może, więc być do ciebie dodana, a proces zawsze jest żywy - wzrasta, rozwija się.
Słowa są potrzebne, ale nie wolno trwać w nich cały czas. Muszą być chwile bez werbalizowania, kiedy po prostu jesteś. Nie chodzi o wegetowanie. Jest świadomość i jest ona ostrzejsza, żywsza - to słowa ją stępiają. Słowa muszą być powtarzane, wywołują, więc znużenie. Im ważniejszy jest dla ciebie język, tym bardziej będziesz znużony.
Egzystencja nigdy się nie powtarza. Każda róża jest inna, zupełnie inna... Nigdy takiej jeszcze nie było i nigdy takiej już nie będzie. Ale gdy nazywamy ją „różą," samo to słowo już jest powtórzeniem. Ono zawsze istniało i zawsze będzie istnieć. Starym słowem zabiłeś to, co takie nowe.
Egzystencja zawsze jest młoda, a słowa zawsze są stare. Słowami uciekasz od egzystencji, uciekasz od życia, bo słowa są martwe. Im bardziej pogrążasz się w słowach, tym bardziej cię one umartwiają. Człowiek wyuczony jest zupełnie martwy, ponieważ cały jest tylko słowami.
Sartre nazwał swoją autobiografię „Słowa". Żyjemy w słowach. A raczej nie żyjemy. Na końcu pozostaje tylko stos nagromadzonych słów i nic więcej. Słowa są jak zdjęcia. Widzisz coś, co jest żywe i robisz temu zdjęcie. Zdjęcie jest martwe. Potem robisz album z martwych zdjęć. Człowiek, który nie żył w medytacji, jest jak martwy album. Są w nim tylko słowne obrazy, wspomnienia. Nic nie zostało przeżyte - wszystko zamienił w słowa.

Co więc można zrobić? Tak naprawdę nic nie możesz zrobić - prócz zrozumienia. Cokolwiek uczynisz, będzie to tylko skutkiem tego, czym jesteś. Trwasz w chaosie, nie jesteś w medytacji, twój umysł nie jest w ciszy, więc cokolwiek z ciebie wyjdzie, stworzy jeszcze więcej zamieszania. Jedyne, co możesz uczynić, to zacząć być świadomym funkcjonowania umysłu. Tylko tyle - po prostu bądź uważny. Uważność nie ma nic wspólnego ze słowami. To akt egzystencjalny, nie mentalny.
Najważniejsze jest, więc bycie uważnym. Bądź uważny procesów mentalnych, funkcjonowania umysłu. Gdy jesteś świadomy funkcjonowania umysłu, już nim nie jesteś. Sama uważność oznacza, że jesteś poza - z dala, świadek. A im bardziej jesteś uważny, tym łatwiej dostrzegasz przestrzenie między doznaniem a słowami. Te przestrzenie istnieją, ale ty jesteś tak nieświadomy, że ich nie zauważasz.
Między dwoma słowami zawsze jest przestrzeń, nawet, jeśli niemal niezauważalna. Gdyby tak nie było, dwa słowa nie mogłyby być dwoma słowami - stałyby się jednym. W muzyce między dwoma nutami zawsze jest przestrzeń, cisza. Dwa słowa czy nuty nie mogą być oddzielne od siebie, jeśli nie ma między nimi przerwy. Zawsze jest miedzy nimi cisza, ale trzeba być naprawdę uważnym, by to odczuć.
Im jesteś uważniejszy, tym wolniejszy jest umysł. Zawsze jest to ze sobą powiązane. Im mniej świadomości, tym szybszy umysł; im bardziej jesteś świadomy, tym proces umysłu jest wolniejszy. Jesteś bardziej świadomy, umysł zwalnia, przestrzenie między myślami poszerzają się.... możesz je zauważyć.
Przypomina to film. Gdy projektor pracuje w zwolnionym tempie, widać przerwy. Podnoszę rękę i widać, że zdjęcie składa się z setek kadrów. Każdy jest odrębnym zdjęciem. Gdy te setki pojedynczych zdjęć wyświetlane są tak szybko, że nie widzisz przerw, widzisz unoszenie ręki jako jeden proces. W zwolnionym tempie te przerwy możesz zauważyć.
Umysł jest jak film. Są w nim przerwy. Im jesteś uważniejszy umysłu, tym łatwiej je zauważasz. Przypomina to rysunek gestaltowski, w którym są dwa różne obrazy. Możesz widzieć jeden albo drugi, ale obu razem nie zobaczysz. Może to być rysunek staruszki ukazujący równocześnie młodą dziewczynę. Gdy skupiasz uwagę na jednym, drugiego nie zobaczysz; gdy skupisz uwagę na drugim, pierwszy zniknie. Nawet, jeśli widziałeś oba rysunki, nie możesz zobaczyć ich obu równocześnie.
To samo dzieje się z umysłem. Gdy widzisz słowa, nie możesz dostrzec przerw, gdy widzisz przerwy, nie możesz zobaczyć słów. Po każdym słowie następuje przerwa i po każdej przerwie następuje słowo, ale nie możesz widzieć równocześnie jednego i drugiego. Jeżeli skupiasz uwagę na przerwach, słowa znikną, a ty zapadniesz się w medytacji.
Świadomość skupiona tylko na słowach jest nie-medytacyjna, świadomość skupiona tylko na przerwach jest medytacyjna. Zawsze, gdy stajesz się świadomy przerw, słowa znikają. Gdy będziesz obserwował uważnie, nie znajdziesz słów - znajdziesz tylko przerwę.
Możesz odczuć różnicę między dwoma słowami, ale nie możesz odczuć różnicy miedzy dwoma przerwami. Słowa są zawsze mnogie, przerwa zawsze jest jedna. Wszystko stapia się razem i staje się jednością. Medytacja to skupienie się na przerwie. Wtedy zmienia się cały gestalt.

Trzeba zrozumieć coś jeszcze. Patrząc na rysunek z gestaltu ze skupieniem na staruszce, nie zobaczysz drugiego obrazu. Ale jeśli zachowasz uwagę skupioną na staruszce przez dłuższy czas, jeśli staniesz się totalnie uważny - w pewnej chwili to skupienie zmieni się, nagle staruszka zniknie i pojawi się ten drugi obraz.
Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że umysł nie może przez dłuższy czas pozostawać w skupieniu. Musi się zmieniać - albo zaśnie. Są tylko te dwie możliwości. Jeśli będziesz koncentrował się na jednej rzeczy, umysł zaśnie. Nie może trwać w bezruchu, gdyż umysł jest żywym procesem. Jeśli pozwolisz mu na znużenie - zaśnie, by uciec od zastoju twojego skupienia. Wtedy może żyć dalej, w snach.
Taką medytację podaje Maharishi Mahesh Yogi. Daje ona tyle spokoju i odświeżenia, może poprawić zdrowie fizyczne i równowagę psychiczną, ale nie jest właściwą medytacją. Te same efekty można uzyskać w autohipnozie. Hinduskie słowo „mantra" oznacza sugestię, nic więcej. Błędem jest przyjęcie, że mantra to medytacja - tak nie jest. Jeśli uznasz ją za medytację, nigdy nie będziesz szukać autentycznej medytacji. I to jest największa szkoda, jaką czynią takie praktyki i ludzie, którzy je propagują. Jest to jedynie psychologiczne narkotyzowanie się.
Nie używaj, więc żadnej mantry do wypchnięcia słów. Po prostu stań się świadomy słów, a umysł automatycznie zacznie skupiać się na przerwach.
Jeśli utożsamisz się ze słowami, będziesz skakał ze słowa na słowo i przegapisz przerwę. To inne słowo jest czymś nowym, na czym można się skupić. Umysł stale się zmienia, skupienie się zmienia. Jeśli jednak nie utożsamisz się ze słowami, pozostaniesz tylko świadkiem - z daleka obserwującym korowód słów. Wtedy zmieni się całe skupienie i staniesz się świadomy przerwy. To samo dzieje się, gdy obserwujesz ludzi idących ulicą. Jedna osoba przeszła, druga jeszcze nie nadeszła. Jest przerwa, ulica jest pusta. Jeśli będziesz obserwował, poznasz tę przerwę.
Gdy poznasz tę przerwę, jesteś w niej - wskoczyłeś w nią. To otchłań, daje taki spokój, taką świadomość... Bycie w tej przerwie to medytacja... przemiana. Teraz słowa nie są potrzebne, zostawisz je. Świadomie je zostawisz. Jesteś świadomy ciszy, nieskończonej. Jesteś jej częścią, jesteś z nią jednością. Nie jesteś świadomy tej otchłani jako czegoś innego, jesteś świadomy otchłani jako siebie. Wiesz i jesteś tym wiedzeniem. Obserwujesz tę przerwę; obserwujący jest tym, co obserwowane.
Jeśli chodzi o słowa i myśli, jesteś świadkiem, kimś oddzielnym, i słowa są odrębne. Gdy nie ma słów, jesteś przerwą, świadomy swego istnienia. Między tobą a przerwą, między świadomością a egzystencją, nie ma bariery. Jesteś w sytuacji egzystencjalnej. I to jest medytacja: bycie jednością z egzystencją, bycie w niej totalnie i nadal bycie świadomym. Jest to zaprzeczenie, paradoks. Oto poznałeś sytuację, w której jesteś jej świadomy, a równocześnie w niej jesteś.
Zwykle, gdy jesteś czegoś świadomy, to coś staje się oddzielne od ciebie. Jeśli z czymś się utożsamiamy, przestaje to być czymś odrębnym i innym - ale wówczas nie jesteśmy świadomi. Tak dzieje się w złości i w seksie. Jednością stajemy się tylko wtedy, gdy jesteśmy nieświadomi.

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 544

Dołączył(a): N lut 24, 2008 7:28 pm

Post Cz kwi 10, 2008 3:53 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Rok temu przeprowadziłem dyskusje z NP na temat medytacji środka ciszy. Siedzenie w tej ciszy okazało się dla mnie strata czasu .Pokazał mi na przykładach jak można zachowywać się w czasie medytacji i co obserwować i co robić. Działo się dużo a wyciągnięte prze ze mnie wnioski były o wiele ciekawsze.
Przeciągniecie z warstw niefizycznych pewnych umiejętności w real ,było dla mnie fascynująca zabawa.
Teraz , trafiając ponownie na teksty o ciszy ,zdałem sobie sprawę, ze czas spędzony na medytacji może być czasami straconym czasem.
Zmysle kiedyś program medytacji. Bedzie on uwzględniał powolne zmiany w życiu człowieka i obejmował kilkudziesięcioletni program.
Bedzie się dziać w nim strasznie dużo a cisze osiągnie się poprzez dynamiczny ruch sprzecznosci :)
Celem będzie swobodne myszkowanie świadomości w swych osobowych częściach plus niezwykle bonusy.
Ostatnio edytowano Cz kwi 10, 2008 4:15 pm przez Zbyszek, łącznie edytowano 2 razy
cialka.net

Post Cz kwi 10, 2008 4:01 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Może chodzi tylko o to, by się zakotwiczyć w ciszy, czyli wyższym ciałku przyczynowym. Jak dla mnie podane tu techniki Osho wskazują piękną drogę do ciała przyczynowego: pozbywamy się emocji i ciała mentalnego, które "gada" nazywa dialoguje, myślimy ideami. W tym stanie zaczyna się czysty wgląd i moim zdaniem chodzi nie o to, by siedzieć uporczywie w ciszy, ale by przepchnąć tam swoją świadomość, zakotwiczyć się w ciele przyczynowym i poznawać bezpośrednio z pominięciem konstrukcji mentalnych, czyli "zwykłego myślenia". Moje WJ gadało to samo: "Rozdrobnienie, zagubienie w słowach jest przeszkodą w bezpośrednim doświadczeniu istnienia. Słuchaj między słowami, ciszy, poznasz TO po poruszeniu wewnętrznej istoty w sobie. Tam zaczyna się wolność." Tam zaczyna się percepcja bezpośrednia nieobarczona błędem interpretacji mentalnych, tam zaczynamy się my nieśmiertelni...

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 544

Dołączył(a): N lut 24, 2008 7:28 pm

Post Cz kwi 10, 2008 4:19 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Raczej na pewno o to Osho chodzi.
Inne nasze części tez są ciekawe i warto je poznać, bo stanowią one nasza osobowa całość. Zsynchronizować je wszystkie w jedna wspólna cześć znaczy poznać je wszystkie i wedle woli z nich korzystać.W ciele przyczynowym nie znajdziemy tego czego oczekujesz Nagualita. Co prawda jest to bez słów płaszczyzna ale nie zawiera w sobie czegoś czego byś nie znała już z codzienności. Trzeba ba opuścić cisze i się naszalec w hałasie.
Dla mnie interpretator to źle pookładane pojęcia w pamięci. Brak koordynacji w nich, złe połączone związki, nieoczyszczone syntezy z naroślami z dzieciństwa. By sobie z tym poradzić trzeba czynnie pracować umysłem a nie go wykluczać ze swoich narzędzi. To robota na ciałko mentalne plus przyczynowe no i duch oczywiście przy jednym kieracie.
Swoja współprace z Np zacząłem od wyjaśniania sobie jako juz dorosły znanych mi slow. Definiowałem ponownie znane mi pojęcia i łączyłem w nowe związki .W ten sposób trafiłem na niedefiniowane i stałem się szczery wobec nierozumienia .W tym stanie ciekawość prowadzi nas dalej niż uspiony świadek. Stan ten jest bezkresnym aktywnym czuwaniem i prośba o poznanie, bezsłowne jak i słowne. Gdy stało się bezsłowne to zapominamy po wchłonięciu ciała mentalnego. Następuje wyklikniecie w momencie uaktywnienia się życiowej pamięci . 3 miesiące pracowałem nad tym jak wściekły. . zaczynając od jakiegoś słowa , n.p. zasada, myśl ,czy synteza , zapoznawałem się z kolejnymi słowami użytymi w ich definicji. Nazbierało mi się ich potem tysiące.Absurdalność rozpalała mnie do czerwoności i zaowocowała słyszeniem na codzien i to całkiem wyraźnie NP-ka i cala masę innych istot.Załapałem się nawet wtedy na anioła jako przyjaciela w całej swej wspanialosci plus bonusy przy łączeniu w umyśle.. Przemądrzale mi ten tekst wyszedł ,ale może innym razem rozpisze się pokorniej i przytoczę konkrety..
pozdro muszę na tydzień do pracy,
cialka.net

Post Pt kwi 11, 2008 1:25 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

Jeśli mogę coś polecić, to luknijcie na te 2 e-booki:

http://www.samadi.pl/download.php?view.54
http://www.samadi.pl/download.php?view.55

Jak dla mnie są niesamowite : )

Podróżnik z bagażem doświadczeń

Posty: 544

Dołączył(a): N lut 24, 2008 7:28 pm

Post Pt kwi 11, 2008 10:12 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

Najważniejsze jest odkrycie nieruchawego ducha i iluzorycznej płaszczyzny wszelkiego dziania się w nim. Znalezienie tego daje komfort i dystans. Patrzymy na wszystko wesoło i z przymrużeniem oka a to co nas tak zajmowało wcześniej staje się tylko czytana książka.
Jest wiele bolesnych grobli i masa przyjemnych sytuacji.Każdy z nas chce jak najwięcej tych dobrych. Mecze się trochę gdy mowa o umyśle bo widzę w nim pojecie zbyt ogólne. Dopóki nie będzie się człowiek posługiwał dokładniejszym określeniami to poszukiwania będą prowadzone po omacku .Pomimo dobrych chęci wnioski będą walnięte .Choć można będzie je wspaniale wykorzystano w praktyce ,to nieprecyzyjne połączenia związków przyczynowych wywołają masę nieporozumień. Bez trudu rozpoznajemy- CBM dobre -ból zęba i nienawiść be. be.
Psychika ,scena postrzegania dziania się jest dla nas jakimś obiektywnym punktem zaczepienia to jednak nie odkrywamy w niej skomplikowanej maszynerii napędzającej wszelkie dzianie się w nas.
Wsadzamy co rusz łapy w pokrzywy.Nie jesteśmy grubym niedźwiedziem, śpiącym w norze i chroniącym się przed zimy. Musimy postrzec zmieniające się pory roku ,by się przed nimi zabezpieczyć. Uczymy się i podejmujemy konkretne ,zabezpieczające nas przed bólem działanie .Przy medytacji rozum to nie darmozjad a umysł nie ściera, by nią szastać po katach.
Dlatego zrezygnowałem z orzeźwiających przygód w astralu na rzecz dociekliwych poszukiwań mentalnych.
Myślec, wnioskować by było dla dzieci coś więcej niż my zastaliśmy. Uporządkować jezyk ,wywalając z naszego słownika sprzeczne definicje wprawiające nas w chaos.
Odkrywać funkcjonowanie ciałek i znaleźć pasujące do nich słowa. Odsłonić kotarę i zapisać leprze w języku dla naszych wnuków- to jest medytacja medytacji.
cialka.net

Post Pn kwi 14, 2008 8:53 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Nagualita napisał(a):Możesz w oddzielnym wątku opisać tą technikę z Osho? Zaciekawiłeś mnie:). Na pewno wiele osób może na tym skorzystać...


Nagualita jako,że kolega suwak opisał już tą technikę nie będę czynił tego ponownie ;)

Post Pn kwi 14, 2008 9:57 pm

Re: Medytacja - jak to się robi?

Może ja opiszę swoją metodę na medytację:

Pozycja: pół-lotos

Ciekawą opcję mam po min 15min medytacji, a mianowicie zaczynam widzieć pewne obrazy: postacie (nie tylko ludzkie), zwierzęta, tereny. Czasami gdy medytuję koncentruję się na liczeniu od 1 - 100 i od 100 do 1. Głównie koncentruję się na miłości, wolności, pięknie, jak i na pustce która mnie otacza. Lecz z tą pustką jest bardzo ciężko medytować te 15min do czasu wizji. Ciekawą historię mam właśnie po tych projekcjach a mianowicie zapamiętuję niemalże każdy detal mojego snu. Jestem w stanie odtworzyć swój sen nawet po 14miesiącach.

Niestety od 5 miesięcy wstrzymuję się z medytacją.

Post Wt kwi 15, 2008 8:54 am

Re: Medytacja - jak to się robi?

RoLDi napisał(a):Niestety od 5 miesięcy wstrzymuję się z medytacją.


Coś nie tak:D? Coś się stało...że jej zaniechałeś?
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Medytacja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron


Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO