Niewierny tomcio-maluszek


W tym miejscu piszemy wszystkie argumenty za i przeciw istnieniu zjawiska OOBE/LD. Z racji, że dział dość śliski jest, pamiętajmy by trzymać swoje emocje pod kontrolą, by z intelektualnej burzy mózgów nie uczynić spamu. Zapraszamy do dyskusji.

Moderator: Opiekunowie

Post Pt mar 07, 2008 10:33 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Wg mnie w samym oobe nie jest ważne jak to się odbywa tylko efekt w postaci poszerzania świadomosci i docierania do najbardziej zakamufolowanych cześci naszej najwyższej jaźni ukrytej gdzieś w kosmosie ,i każdy sposób dotarcia tam jest dobry jeśli przynosi efekty w postaci odpowiedzi na cząstkowe pytania.I tak jak mówi Darek z tych cząstkowych odpowiedzi może udać razem poskładać się jakąs całość.Natomiast kroczenie ścieżką jakiegokolwiek "mistrza"nawet jakby to był Budda czy Jezus do niczego nie doprowadzi,to tylko błądzenie w ślepym zaułku.Ci niby mistrzowie do niczego nie doszli oprócz tego że sami ogłosili się mistrzami.

Post Pt mar 07, 2008 12:22 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Miałam nie brać udziału w dyskucji w takim temacie (mam awersję :) ), ale jednak ze względu na ładny poziom duskusji mogę sobie też pogadać...

Najpierw kwestia rozpuszczania się ducha w atmie: no wiecie - jest poziom wspólnej świadomości w Dysku i całe to rozpuszczanie to dla mnie jest łączenie. Inne osobowości też się rozpuszczają i łączą, a potem wydzielają na nowo i lecą coś porobić, co chcą. Ja myślę sobie (moje zdanie prywatne) że my się połączymy bo będziemy chcieli, ale jak bedzie potrzeba to się będziemy wydzielać na nowo, mie boję się tego łączenia, bo się już trochę łączyłam w oobe i zawsze jest to dużo lepiej - rośnie wiedza, energia, a moje ja jakoś nie ucierpiało. My też nie jesteśmy jednorodni, po prostu dochodzi kolejny aktywny aspekt, bo ten kto się dołącza jest przez nas odczuwany jako ja, odczuwamy nim od środka. Kłopot jest tylko z utożsamianiem się - ja się mocno utożsamiałam ze swoją ziemską historią, ale jak poluzować trochę to nie ma żadnego konfliktu. Raz w ciele dołączył do mnie jeden poeta z Dysku - było niesamowicie, bo nie straciłam siebie, ale miałam też jego świadomość, nawet napisaliśmy wiersz o jego śmierci-przebudzeniu, czułam w sobie dodatkową osobowość - bardzo fajną, 100 razy lepiej ode mnie przeżywał "tu i teraz", skupiony, uduchowiony, cichy, no jak jakiś święty. Jak mnie bardziej przesunęło na niego to i na siebie ziemską mogłam spojrzeć z zewnątrz, na swojego identa energetycznego. Wg. mnie nie ma się czym stresować, bardzo to wzbogacające to łączenie. Mam głupie wrażenie, że to oni załatwiają mi dużo rzeczy i wciąż powtarzają, żeby wypracować swój wkład do całości. Ale to mój odbiór tej kwestii, do którego też mam prawo. :lol: A jak to będzie to zobaczymy po śmierci. Na razie staram się pozostać otwarta i słuchać swego wnętrza...

Post Pt mar 07, 2008 12:37 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Bardzo ładnie to ujęłaś Nagualita,tam uzyskujemy niesamowitą pomoc i powinnismy to umieć docenić,nie może być standardowego podejścia bo to nam ogranicza pole poszukiwań.Najbardziej podoba mi się określenie oberebelia-obalanie dotąd obowiązujących kanonów,wiem że tam czekają na nas bardzo ciekawe odkrycia więc życzę wszystkim powodzenia w odkrywaniu tego co było uznawane za niemożliwe.

Post Pt mar 07, 2008 6:24 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

leon napisał(a):Natomiast kroczenie ścieżką jakiegokolwiek "mistrza"nawet jakby to był Budda czy Jezus do niczego nie doprowadzi,to tylko błądzenie w ślepym zaułku.Ci niby mistrzowie do niczego nie doszli oprócz tego że sami ogłosili się mistrzami.

do Leona:
STOP!
jawna prowokacja.
Jezus i Budda do niczego nie doszli??? - bez komentarza.
sami się nazwali mistrzami??? - to historia i czas ocenia kto jest mistrzem, a kto niby-mistrzem.
obrażając światowe autorytety możesz zranić uczucia wielu osób...
takie stwierdzenia do niczego nie prowadzą i mogą jedynie wszczać kłutnie, czego starajmy się wszyscy unikać.
dobrze jest nieraz warzyć swoje słowa...
narazie bez ostrzeżenia.
Bot_Egzekutor

Post Pt mar 07, 2008 11:49 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Jezusa bym przebolał, ale Budda??!!

Dobra, to był tylko żart. Nic nie mam do Jezusa. Jak się botowi nie spodoba to można usunąć :P
Budda, Bothisatwa, Rinpoche i inni mistrzowie wschody nigdy nikogo nie obrażali, zawsze siadali pod drzewkiem i medytowali nikomu nie wadząc, więc i ty daj im spokój.
------------------------------------------

Ale skończmy temat o religiach, bo rozmowy na ich temat zawsze kończą się wyzwiskami, więc lepiej nie czytajcie tego co jest wyżej ;P
Pisząc dalej...

Diego - przez takie myślenie aż roi się od duchów na Ziemi. Dla mnie prymitywna jest myśl typu: "co ja teraz zrobię" czemu nikt nie myśli z wyprzedzeniem? Wiadomo, że kiedyś umrzemy, więc od razu można się przygotować psychicznie, żeby później nie robić sobie problemów ;)

Post So mar 08, 2008 12:16 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Mnie osobiście się wydaje, że duchów roi się z innego powodu, jeżeli śmierć ma wyglądać tak, jak u mnie OOBE, to nie ma różnicy między OOBE, a rzeczywistością fizyczną. Zmarły może się nie skapnąć, że umarł, bo nigdy nie ćwiczył świadomości. Tym się różnię, że ja ćwiczę, nie jest dla mnie problemem odzyskać świadomość, skoro mogę to robić kilka razy każdej nocy, codziennie, to mając przed sobą wieczność prędzej czy później ją odzyskam. Druga sprawa, to czytając opowieści o duchach wnioskuję, że druga sprawa to przywiązania. Ja jestem minimalistą i podoba mi się istnienie, nie zbieram przedmiotów, nie mam religii, ani narodowości (znam kilka języków, więc mogę żyć gdzie mi się podoba), wbrew temu co mówił Zbyszek nie boję się straty czegokolwiek. Bardziej boję się, że nie wykorzystam swojego potencjału. Bez przywiązań po co miałbym zostawać na Ziemi jako duch.

Pomyśl nad taką sytuacją. Kiedy jesteś na Ziemi myślisz o tym co będzie po śmierci i przygotowujesz się na to przez całe życie w myśl Twojej myśli, żeby myśleć z wyprzedzeniem. Jak umrzesz, to jeśli będziesz wtedy istniał, pomyślisz "O cholera to jeszcze inaczej niż wydawało mi się za życia, to jest jeszcze większe niż kiedykolwiek myślałem. Cholera zmarnowałem czas, na próbę wyobrażenia sobie tego co przekraczało moją wyobraźnię za życia. No fakt byłem blisko prawdy, ale teraz i tak wiem jak to jest i to jest jeszcze inaczej. Pamiętam, jak za życia nie zrobiłem tego, tamtego, bo rozmyślałem nad śmiercią" i tak się zadręczasz jakie jest życie. Myślisz i zamiast badać rzeczywistość w poza po śmierci to jak powiedziałeś wybiegasz myślą na przód marzysz o życiu i planujesz je z wyprzedzeniem. Na końcu inkarnujesz znowu i tak błędne koło się robi. Za życia chcesz badać śmierć, a po śmierci życie i tak w kółko. Miejsce na badanie życia jest za życia a nie po śmierci. Miejsce na badanie śmierci jest po śmierci, a nie za życia. Myślę, że badanie tutaj wpędza Cię w nałóg wcielania się.

Teraz tak, jeśli założysz, że po śmierci nie ma nic to nie ma sensu się tym zajmować, bo tracisz życie, które jest jedyne w swoim rodzaju.

Jeżeli założysz, że po śmierci coś jest, to lepiej to zbadać po śmierci, a teraz zabrać się za życie. No bo ile trwa OOBE? Będziesz miał około 30 minut dziennie na doświadczenie, a resztę swojej doby spędzisz na domysłach i tak co się przybliżysz do prawdy doświadczeniem to oddalisz się tymi domysłami.

To jest tylko moje zdanie i nie narzucam go nikomu. Róbcie sobie na odwrót, a ja pobadam se w tej kolejności, jaką opisałem. Powodzenia :d.

Post So mar 08, 2008 12:47 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Ja akurat Diego myślę o życiu po śmierci i o życiu na Ziemi ;)
Po śmierci najbardziej brakowało by mi rodziny, imprez, kumpli no i wszystkiego co materialne ;> wspomnień z dzieciństwa, pięknie spędzonego czasu itd. można wymieniać w nieskończoność. Nie myślę o tym teraz, bo czeka mnie jeszcze długie życie tutaj i mam nadzieję, że zagospodaruje je tak, że będę się dobrze bawił ;]

Niektórzy postronni mogą sądzić, że robimy offtopic, ale prawda jest taka, że wszystko to sprowadza się do udowodnienia prawdziwości oobe. Możliwa jest eksploracja innych światów, szkoda, że ta umiejętność zanikła w nas, ale jak widać naprawiamy stracony czas na sen. Może to dziać się gdzie chce, ale zawsze pozostaje doświadczenie duchowe.

Post So mar 08, 2008 1:01 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

@dagon

Tu masz sporą rację z tym off topikiem, bo jeśli udowodni się życie po śmierci, to wtedy udawadnia się prawdziwość OOBE, a udowadniając prawdziwość OOBE udowadnia się, że po śmierci jest życie.

Nawiasem mówiąc to co mówisz o tym, żeby żyć kolorowo i żeby robić dwie rzeczy równocześnie myśleć i o życiu i o śmierci, to masz sporą rację. To co pisałem, to o sytuacji kiedy ktoś zajmuje się wyłącznie badaniem śmierci, no ale każdy robi co lubi i nie można się wtrącać.

Tak przyznam się, że mam parę planów na wypadek śmierci, gdyby po niej jednak coś było. Np. chciałbym wykiwać tych tam i wrócić do życia z pełną pamięcią o tym jaki byłem w tym życiu i poprzednich. Wiesz, żeby nie stracić tej pamięci, tylko ją w pełni zachować. Możliwie chcę uwolnić pełnię potencjału już w tym wcieleniu. Pracuję nad tym i jestem jak na razie zadowolony z efektów. Ale to taki plan awaryjny. Tak w sumie to jestem bardziej pesymistyczny jeśli chodzi o życie po życiu.

Post So mar 08, 2008 12:11 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Okey,pewnie nieopatrznie popełniłem błąd,więc może to skoryguję.Mianowicie chodziło mi o to ze aby maksymalnie bez ograniczeń eksplorować obszary ukryte dla naszej swiadomości nie można kurczowo trzymać się jakichkolwiek "prawd"wyczytanych w czymkolwiek gdyż to ogranicza pole poszukiwań i jest godne tylko dobrze wykwalifikowanegio rzemieślnika który powiela to czego się nauczył,a nie kandydata na mistrza.Najlepszym przykładem jest Darek i podziwiam go za jego upórw szerzeniu oberebelii ,nie trzyma się sztywno jakiejkolwiek idei i nawet to co sam opisał wcześniej jest w stanie zanegować odkrywając nowe przestrzenie.

Post So mar 08, 2008 12:24 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Ja mam podejście całościowe (jak już gdzieś pisałam) i nie odczuwam potrzeby dzielenia życia na pośmiertne i obecne. Wydaje mi się, że to jedna całość. Teraz jestem tutaj, potem gdzie indziej. Teraz mam jakieś możliwości, nad którymi pracuję, potem będą inne, ale to dalej będę ja, choć bez zewnętrznych ciałek. Oczywiście nikogo nie zachęcam do przyjmowania mojej filozofii, jak będzie po śmierci to zobaczymy. Na razie pracuję (bawię się) z tym, co mam dane. Staram też otwierać się na nowe obszary.
Mój minimalizm jest trochę inny, nie przenosi się na zewnętrzne płaszczyzny, gdzie lubię czerpać z życia całymi garściami, lubię pozytywne emocje, radość czerpaną z kontaktów z naturą, lubię skoki świadomości w inne miejsca skąd wywlekam różne dziwne energie (jaką to zayebistą nakładkę tworzy, podwójne dno przeżywania) np. przyjechałam pierwszy raz do Wawy i mam skok świadomości w Warszawę początku wieku, kolej na węgiel, widoki miasta, ciężką pracę w biurze - normalnie mentalnie idę ulicą z początku wieku a fizycznie idę ulicą i patrzę - razem daje to podwójną przyjemność, normalnie błogość w brzuszku, a w głowie zadumę nad czasem i wyjątkowością/znikomością zdarzeń - uwielbiam takie jazdy. Na kilka takich fajnych rzeczy mnie oobe otworzyło i nie odczuwam tego, jako koncentrowanie się na życiu po śmierci, ale koncentrowanie się na życiu, wielobarwnym pasie zdarzeń, ludzkiego bólu i radości, miłości i upadków - zdarzeń. Co mi tam po śmierci czy nie - obe doświadczamy teraz i teraz są tego skutki/korzyści.
Poza tym jest ten głos wewnętrzny, który kieruje na pewne rzeczy a na inne nie (ile ja postów skasowałam przed wysłaniem, bo mi w środku powiedziało "nie"). Dlatego uważam, że ten sam głos kieruje Diego na doświadczenia teraźniejszości, na maksymalizację jego możliwości doświadczeń, by jego życie było najpełniejsze, ja to rozumiem, ale rozumiem, że innych może kierować w inne strony, np. w doświadczenia miłości i naukę poświęcenia, innych w intelektualne wyżyny, innych w poznawanie funkcji ciałek:), innych w głębokie doświadczenia duchowe, jeszcze innych w dobrą zabawę na ziemi bez wnikania w psychiczne zawiłości.
Mnie kieruje w stronę piękna, im więcej piękna, tym szczęśliwsza jestem. Z tym, że to piękno jedno ma źródło, ale w różnych rzeczach, stanach są go różne stopnie. Bez piękna moja dusza szarzeje i tracę radość życia. I nie wzruszają mnie wtedy żadne wyzwania, doskonalenie siebie itp.
Jak zwykle się rozgadałam:).

Post So mar 08, 2008 7:00 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

No i fajnie się rozgadałaś, bardzo dobrze mi się czytało. Chciałem tylko sprostować, że ja również rozumiem, że inni spostrzegają te rzeczy inaczej niż ja. Nie czuję, że moje spojrzenie jest jedyne i słuszne. Człowiek jest takim worem cech. Ja np lubię się wyśrodkować, ktoś inny lubi np. wejść w jakąś skrajność, ktoś jeszcze inny ma środek ciężkości przesunięty bardziej w jakąś stronę. Generalnie to ja sobie eksperymentuję. Był okres kiedy dałem się ponieść myśleniu magicznemu i było fajnie. Był okres, kiedy skłaniałem się do skrajnego realizmu i sceptycyzmu i też było fajnie. Teraz np. jestem bardziej wyważony. Dlatego rozumiem każdy z tych punktów widzenia. Każdy z nich ma plusy i minusy. Ale ponad tymi stanami jest jeszcze coś co nie ma już plusów i minusów. Jest to miłość bez powodu i radość z tego co się robi. Kiedy posiada się taką radość i miłość, to nie ma znaczenia co się robi. Wtedy nie traci się czasu ani jako racjonalista, ani jako skrajny fazownik, ani jako wypośrodkowany człowiek. W sumie to nikogo nie przekonuję co chcę jeszcze raz podkreślić do swojego zdania. Nie chcę nikomu psuć radości z jego podejścia, bo to byłoby trochę świństwo z mojej strony.

Post Cz kwi 17, 2008 11:30 pm

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Jeśli mam być szczery względem siebie, nie ulegnę hura optymizmowi młodych ludzi którzy po przeczytaniu kilka ksiażek na temat zjawisk paranormalnych,z pewnością godnej wiekszej sprawy rozpisują się o życiu po śmierci i pewności jego istnienia. Faktem niezaprzeczalnym jest że możemy uzyskać swiadomość we śnie.Natomiast nie ma żadnych sensownych dowodów mówjących że w tym czasie opuściliśmy ciało i poruszamy się po innych planach. Wszystkie te historie o spotkaniach, przygodach itd a nawet wiele innych, równie zadziwiajacych mogą być kreacją naszego umysłu i najpewniej są. Nie jest dowodem, "przeżyłem to i wiem że to prawda", skoro są sny tak wyraziste że możemy być w poważnym szoku wiele godzin po obudzeniu a tym bardziej we śnie mimo że niekore absurdalnościa przewyższają program w tv, a podczas ich trwania wierzymy i działamy jak by to była żeczywistość."Szłem przez pustynie i widziałem piękną oaze dam się zabić że tam była, gdy spojrzalem drugi raz byl tylko goracy piasek" Nawet własnym doświadczeniom często ufać nie można, gdyż będąc przekonani co do danej idei wiekszość doświadczeń będziemy tlumaczyli na naszą korzyść.W tym życiu mamy kochające żony, mężow, dzieci, rodziców i nasze doświadczenia życiowe. Czy po śmierci mamy to wszystko głeboko w d... ? Skoro to dla nas takie ważne, nadające sens naszemu życiu dlaczego nie pamiętamy wszystkich naszych życ,żon, matek, dzieci itd .. ?Ona tak mnie kochała, to moja jedyna miłosc - niestety w tym życiu mam to gdzieś... mam nową żonę i nową miłosć. Jak umre znowu będę miał to gdzieś zacznę nowe życie ? A może w tym życiu to moja jedyna miłosć i jak umrę taką zostanie ??? Bo mnie już nie będzie.Są żeczy dające nadzieję że jest ćoś wiecej np jasnowidzenie, lecz podejrzewam że nie długo, jak nie już nauka bedzie potrafila tlumaczyć takie rzeczy. Sorry za błedy kiepski jestem z ortografi i interpunkcji, text jest pewnie nieskładny ale na gorąco pisałem to co czuję. Naprawdę chciałbym żeby to wszystko było prawdą, to moja jedyna nadzieja po obdarciu z iluzji religii katolickiej. Ale chcę poznać prawdę a nie piękniejsza ale tylko idee i nią ponownie mydlić sobie oczy. Darku S napisałeś niezła ksiażkę, masz świetny język, szczery, otwarty, przyjazny, dający nadzieje, widać ze jesteś człowiekiem z wielkim serduchem, odbieram twoje posty jak i twórczość bardzo osobiście, może dlatego że gdzieś głęboko w środku jestem bardzo podobny z zewnątrz natomiast chłodny i zamknięty w sobie taki gift od życia i jego dróg po korych kroczyłem.To tyle w dużym skucie.
Lekko zdołowany
R.

P.S
Błagam zanim zacznie się mowa sam to musisz przeżyć, lub spadaj sceptyku to forum tylko dla oberebeliantów,niech kilku największych speców (Tych świecie przekonanych, i nie po przeczytaniu wielu opasłych tomów a wielu podróżach) odwiedzi mnie i powie coś o mojej chacie i o mnie.To byłby przyczynek dajacy nadzieję. Stawiam wam takie małe wyzwanie, malutkie w porównaniu z wojżami po innych wymiarach. I nie chcę słyszeć żem niegodny, że się nie da a tak wogule to spadaj... To słyszałem już od księdza jak pytałem się o dowody na istnienia boga biblii......

Piszę to w dużym smutku... w poszukiwaniu sensu i prawdy..... :cry:

Post Pt kwi 18, 2008 12:18 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Diego napisał(a):Wydaje mi się, że w astralu ulegamy temu samemu. Np. kiedy czytamy o MTJ, to potem w astralu doświadczamy samego MTJ'ka, czy wyobrażenia o nim?


W moim przypadku było dokładnie odwrotnie.
Najpierw był MTJ, a potem się dowiedziałam co to takiego.
Weszłam na stronę Obemaniaka i przeczytałam wpis jednego z obemaniaków. Przeżycie z MTJotem było identyczne z moim, które miałam wielokrotnie.
Już o tym na forum pisałam.
Nie było mnie przez jakiś czas bo po euforii (z radości odkrycia podobnych mnie) dopadł mnie potworny strach. Zaczęłam się bać nieznanego.
To jednak opiszę na "moim poziomie".
Nie potrafię natomiast wytłumaczyć sobie skąd to wszystko się bierze? Szczególnie u mnie skoro tego nie chcę? Bezustannie szukam odpowiedzi i nie przeczę (nie mogę zaprzeczyć temu co mnie się zdarza), że Oobe nie istnieje, jednak wciąż mnie zastanawia co to jest?
Nie potrafię póki co odpowiedzieć na to pytanie i pewnie nigdy sobie nie odpowiem, ale mam podejrzenia, że czymkolwiek by to nie było ma to jakiś związek z biochemią organizmu.
Nie wiem tylko gdzie o tym można porozmawiać, ale mam pewne wieloletnie obserwacje (na własnej osobie).

Post Pt kwi 18, 2008 1:10 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Pozwolę sobie dorzucić swoje 3 grosze do dyskusji. Od razu zaznaczam, że są to tylko moje przemyślenia, macie prawo się z nimi nie zgadzać.

Zastanawia mnie jedna rzecz. For w dziale Astralne centrum wymiany doświadczeń jest bodajże 17 (przepraszam jeśli źle policzyłem). Dział traktujący w ogólności o badaniu samego zjawiska jakim jest OBE jest jeden. Świadczy to o mocnym przekonaniu o prawdziwości tegoż. I faktycznie, OBE istnieje, ludzie doświadczają tego stanu i potrafią się tego nauczyć, to nie ulega wątpliwości. Do tej pory nie wiemy jednak czym na prawdę jest eksterioryzacja. Czy rzeczywiście podlegamy oddzieleniu się od świata fizycznego, czy jest to tylko doskonała kreacja naszego umysłu. Argumenty świadczące za OBE w stylu "to było takie realne, bardziej niż rzeczywistość, więc to musi być prawda" możemy schować do szuflady i o nich zapomnieć. Postaram się wytłumaczyć dlaczego.

Człowiek odbiera rzeczywistość za pomocą zmysłów, a mózg interpretując docierające do niego sygnały tworzy w naszej świadomości obraz tejże rzeczywistości. Oznacza to, że WSZYSTKO, co wiemy o świecie, jego wyglądzie, kształcie, kolorach itd. zostało najpierw przerobione przez ten potężny biologiczny procesor. Nic, co wiemy nie mogło ominąć tego "filtru". Bazując na tym założeniu nie możemy nawet stwierdzić, czy świat fizyczny jest rzeczywiście realny. Równie dobrze może być całkowicie sztuczny (patrz "Matrix"). Wystarczyłoby dostarczyć zmysłom odpowiednie dane, a nawet całkowicie je ominąć, wysyłając do mózgu odpowiednio spreparowane dane, aby oszukać naszą świadomość.

Tak zaserwowany człowiekowi świat byłby dokładnie tak samo realny jak ten, którego doświadczamy codziennie. Ewentualne błędy, czy niezgodności pomiędzy zmysłami byłyby transparentnie korygowane przez mózg. Dzieje się tak na przykład w przypadku złudzeń optycznych. Mózg dostaje "błędne dane" i musi je poskładać w logiczną całość. I robi to doskonale. Tak samo jest z narkotykami, które czasowo upośledzają niektóre zmysły. Mózg dostaje wtedy dane "chaotyczne", jednak zawsze stara się ułożyć je w logiczny i spójny obraz, więc osoba będąca pod wpływem środków odurzających może doświadczać na przykład halucynacji.

Do czego zmierzam? Jak wiadomo, podczas snu nasze zmysły wyłączają się. Włącza się mechanizm bezpieczeństwa zwany paraliżem przysennym (głupio by było - a z punktu widzenia organizmu nawet niebezpiecznie - gdybyśmy podczas snu o bieganiu zaczęli poruszać mięśniami odpowiedzialnymi za bieganie). Mimo to śnimy, a sny układają się we w miarę logiczne historie nawet gdy zmysły nie działają. Pamiętajmy, że mimo iż nasze ciało śpi, nasz mózg nie do końca. Skrawki myśli i uczuć błąkają się po podświadomości tworząc marzenia senne. Jednak podczas zwykłego snu wyłączona jest część analityczna naszej świadomości. Sen jest jak film, w którym biernie bierzemy udział. Co jeśli nauczymy mózg jak podczas snu włączyć te jego funkcje, które zazwyczaj są uśpione? Zaczynamy śnić świadomie. LD jest na prawdę bardzo realistyczne (pamiętamy cały czas, że nasze zmysły są wyłączone) mimo, że to, co się dzieje w naszej głowie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Mimo to widzimy, słyszymy i czujemy. Czy tak samo jest z OBE?

Nie neguję istnienia świata niefizycznego. Przeciwnie, bardzo bym chciał, aby to wszystko okazało się prawdą. Jednak na chwilę obecną jest to tylko nasza teoria. Tylko. Żeby teoria stała się prawem naukowym, należy przeprowadzić badania. W tym miejscu chciałbym zachęcić wszystkich tych, którzy mają doświadczenia z "poza" do wzięcia udziału w tych badaniach. Postarajmy się udowodnić prawdziwość naszych przemyśleń.

Darek zapewne się ze mną nie zgodzi, a nawet być może się obrazi za to, co teraz napiszę. Jednak Darku jak zapewne wiesz, mam umysł analityczny i to po prostu jest sposób w jaki ja rozumuję. Niektórzy wyznają zasadę "nie uwierzę, dopóki nie zobaczę", ja wyznaję zasadę "nie uwierzę, dopóki nie zobaczę i nie sprawdzę doświadczalnie".

Drogi Darku, chodzi mi konkretnie o chorobę Twojej mamy. Bardzo się cieszę, że choroba się cofnęła. Jednak... Żeby stanowczo stwierdzić, że to faktycznie Ty jej pomogłeś, potrzebna jest weryfikacja. Może wyjaśnię na przykładzie.

Szansa na trafienie 6 w lotka jest bardzo mała. Mimo to istnieje. Szansa na to, że podczas wyjścia zobaczę numery w lotka, skreślę je i wygram jest o wiele wiele mniejsza. Mimo to istnieje. Załóżmy, że doświadczam OBE, dane mi są numerki, a w następnym losowaniu wygrywam. Czy jest to wystarczające, aby stanowczo stwierdzić, że wygrałem, ponieważ dane mi były numery? Otóż ja twierdzę, że nie. To, że można zdobyć numery w lotka w "poza" stałoby się prawdą, gdybym nauczył sie jak to robić. Musiałbym wygrać raz, potem drugi, trzeci, a może nawet czwarty.

Mówiąc to nie neguję oczywiście Twoich osiągnięć. Być może się mylę. A jednak w moim umyśle nadal pozostaje cień wątpliwości. Byłbym bardziej skłonny uwierzyć w leczenie innych, gdybyś powtórzył to kilka razy.

Kolejna sprawa - weryfikacje. Doszliśmy do wniosku, że weryfikacje wyjść w stylu kolega napisze na kartce numer, ja wyjdę i go przeczytam, również nie mają sensu. Zakładamy przecież, że opuszczając ciało - opuszczamy świat fizyczny. Jeśli będziemy więc w pokoju, w którym się kładliśmy spać TO NIE BĘDZIE TO TEN SAM POKÓJ. Będzie to identyczny pokój wykreowany przez nasz umysł w OSPUO. Jak więc zweryfikować prawdziwość naszych wyjść? Pojawiają się wzmianki o wspólnych eksploracjach. Bo skoro zakładamy istnienie JEDNEGO Astrala, to po wyjściu dwie osoby teoretycznie będą miały możliwość się tam spotkać.

Tak więc jeśli ktoś z Was ma takie przeżycia, proszę piszcie tutaj. Bardzo mi zależy na zbadaniu zjawiska OBE. W końcu nam wszystkim zależy na dojściu do Prawdy, czyż nie?

Post Pt kwi 18, 2008 1:30 am

Re: Niewierny tomcio-maluszek

Podpisuje sie pod postem kolegi. Skoro obe jest tak oczywiste nalezy spotkac sie na planie astralnym albo we wspolnym snie. Skoro to wszystko jest prawda nie powinno byc zadnych trudnosci PRAWDA ???

"Zakładamy przecież, że opuszczając ciało - opuszczamy świat fizyczny"

A co z ksiazka Raymond Moody "Życie Po Życiu" PAX 1980 ?
Kto czytal zna temat badania doktora, smierc kliniczna, szpital itd. Oni nie opuszczali swiata fizycznego, widzieli swoje ciala , lekarzy a nawet to co ludzi nawijali w innych pokojach wiec albo w te albo wewte. Opuszczamy plan fizyczny czy nie ? Dla mnie prawdziwe obe to te przedstawione przez Moody a to co opisuja wyzej wymienieni to zwyczajne swiadome sny jak w morde strzelil. Moze dojdziemy do jakis wspolnych wnioskow, moze prawda jest posrodku. Licze na sensowna dyskusje.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Rozważania za/przeciw OOBE

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron


Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO